Dawno nie pisałam. Kumulacja tematów w mojej głowie dała mi się jednak we znaki zbyt częstą migreną, postanowiłam więc przejść małe katharsis i piszę. Biorę na tapetę dwa tematy, które przeplatają się ewidentnie. Mamy bowiem film jakim jest Wielkie Piękno, a także kino BODO, w którym tenże film obejrzałam. Zacznę może od samego kina. Nie ukrywam, że kino BODO obdarzyłam kredytem zaufania zanim jeszcze zostało otwarte. Pobudki były czysto osobiste. Znam "Chłopaków", choć może lepiej byłoby napisać Właścicieli kina i wiedziałam, że po ludziach, którzy zęby zjedli na niejednej offowej produkcji filmowej, a także kochają "film" miłością bezbrzeżną można było spodziewać się stworzenia dobrego kina. Nie zawiodłam się w najmniejszym aspekcie.Na oficjalnym otwarciu był tłum Ciekawskich, gdyż BODO oferowało coś niepowtarzalnego i niespotykanego w mieście Łodzi. Wyświetlono jeden z pierwszych filmów Hitchcocka pt.Lokator. Jak może nie wszyscy wiedzą ów film jest filmem niemym. Atrakcją dodatkową była muzyka wykonywana na żywo do Lokatora, przez znany łódzki zespół The Washing Machine!!! Wrażenie niesamowite:)
Wczoraj kolejny raz odwiedziłam Kino BODO i cóż mogę dodać? Kino ruszyło pełną parą. Widać, to chociażby po ilości widzów, a także po samym repertuarze. Cieszę się niezmiernie z faktu, iż pasję można przekuć na, nie bójmy się tego słowa, biznes. Wiem, że BODO czeka jeszcze nieco kosmetycznych zabiegów, ale jak to mawiają Rome wasn't build in a day (takie niezamierzone nawiązanie do Wielkiego Piękna:)). Z bananem na twarzy polecam więc kino BODO, tym którzy chcą spędzić fajnie czas w kameralnym miejscu, bez 30 zestawów popcornu i 100 tysięcy reklam przed seansem. Tyle mojego, niewymuszonego PR na rzecz Kina BODO:) Poniżej przesyłam linki, dla tych leniwych, co lubią jak im się wszystko podaje na tacy:
A teraz zgrabnie przejdę do Wielkiego Piękna, które w tym roku otrzymało Oskara za najlepszy film nieanglojęzyczny. Film, który opowiada o poszukiwaniu szczęścia, spełnienia nazwanego tu Wielkim Pięknem. Jakkolwiek nudno i patetycznie nie brzmi powyższe zdanie, film ten nie jest w żadnym stopniu nudny i patetyczny! Włosi zafundowali Widzom niezwykłą ucztę. Magia przeplata się z dramatem lub żartem. Śmiem jednak twierdzić, że żadna scena, żadna emocja nie jest zbędna i to co na początku wydawać się może dla odbiorcy dziwne, ma swoje uzasadnienie i po chwili przestaje nosić miano "dziwnego", żeby zmienić się w "niezwykłe". Oglądając Wielkie Piękno przyszła mi do głowy myśli, iż Polacy nie mogliby zrobić, "takiego" filmu. Nie mam oczywiście na myśli samych zdjęć, bo Rzym, to Rzym i nawet doświetlając Kraków nie uzyskamy takiego ciepła na ekranie. Chodzi mi bardziej o samą tematykę. W naszym rodzimym kinie wciąż dominują filmy młodzieżowo, genderowo, czy historycznie zaangażowane. Czy, to źle? Myślę, że nie. Zapewne taka jest kolej rzeczy. Musimy najpierw uporać się z powyższymi tematami, żeby móc podryfować w stronę Piękna.
Pozdrawiam, wciąż żyjąca M1

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz