http://www.flickr.com/photos/chrism70/2982299562/
8.15 dzwonek. Torba na ramię, pod pachę plik papierów, kubek z kawą w rękę i oto idę, zwarta i gotowa, by oświecać, kształtować, rozwijać wyobraźnię i pomagać sięgać, gdzie wzrok nie sięga. Wchodzę do klasy. W niej pokotem wpółsiedzą, wpółleżą moi uczniowie, przyszłość tego narodu, ze wzrokiem mętnym od niewyspania i wiele mówiącą miną, że oddaliby wszystko za to, by być teraz gdzieś indziej. Sprawdzam listę. 1/4 klasy nieobecna. Przez kolejnych 15-20 minut będą docierać pojedynczo, dwójkami, trójkami, bo i przecież nie mają się do czego spieszyć. Nic to, myślę sobie, odpyta się parę osób, to się reszta obudzi. Skutek jest natychmiastowy. Na nieprzytomnych przed chwilą twarzach maluje się kompletne zaskoczenie. Wywołuję delikwenta nr 1, który na dzień dobry obarcza mnie pełnym żalu i poczucia krzywdy spojrzeniem. Niemal słyszę jego myśli "czemu ja? co ja ci takiego zrobiłem?". Delikwent nr 1 poddaje się bez walki. Numer dwa wybąkuje coś na dopuszczający, a numer 3, który do tego czasu zdążył przejrzeć swoje notatki, dostaje całe trzy. Przechodzę do tematu lekcji. Ciśnienie w klasie wyraźnie opadło. Od ściany do okna odbiło się głośnym echem wymowne "ufff". Wprowadzam w problematykę zajęć. Stawiam pytanie. Cisza. Przeformułowuję. Cisza. Przeformułowuję po raz kolejny do tego urozmaicając gestykulację i dodając zapis na tablicy. Pojawiają się pierwsze odpowiedzi. Naprowadzam na ich rozwinięcie. Rozbudowuję gestykulację, uzupełniam opis, ubarwiam sugestię żartem. Nieomal widzę jak z tytanicznym trudem zaczyna się rozwijać bolesny proces myślenia. Coś zaczyna drgać. Sugestii jest coraz więcej. Dyskusja się toczy, a ja kątem oka dostrzegam usypiającego w ostatniej ławce na swoim plecaku Michasia, Anetkę w środkowym rzędzie, która podjada niezjedzone w domu śniadanko, a przytulony do ściany Karol udaje, że wcale nie jest pochłonięty wysyłaniem smsów. Podtrzymując wątek zwracam wszystkim uwagę, co przyniesie skutek 3-5 minutowy i dane ostrzeżenie będę musiała powtórzyć jeszcze trzykrotnie. Otwieramy podręczniki. Zaczynamy czytać i już po chwili mam wrażenie, że tylko ja mam polskie wydanie tej książki, a cała klasa zakupiła japoński przekład. Tłumaczę, gestykulacja jest pobudzona do tego stopnia, że chyba zaraz odfrunę. Marzą mi się jeszcze ze trzy tablice, by pomieściły wszystkie moje uwagi. Praca posuwa się jak po grudzie. Oni patrzą na mnie jak jakbym ich zmuszała do pracy w kamieniołomach. Patrzę na zegarek. Za dwie minuty koniec lekcji. Rzucam hasło "praca domowa". Po klasie roznosi się dźwięk, jakbym właśnie dokonała zbiorowego gwałtu Przybieram najsurowszy z możliwych wyrazów twarzy i bezlitośnie dyktuję polecenia. Jutro cala klasa zgłosi np... Dzwonek. Uczniowie wybiegają z klasy, jakby za jej drzwiami czekała na nich ziemia obiecana. 9.00. Za 10 minut cyrk rozpocznie się na nowo. m2

a nam skąpisz gestykulacji! od dzisiaj będę rżnęła głupa, jak się spotkamy ;)
OdpowiedzUsuńNP