czwartek, 28 lutego 2013

jak zachwyca, jak nie zachwyca?

                                              
  http://www.flickr.com/photos/boolve/798447871/

Od dłuższego czasu noszę się z zamiarem napisania paru dosadnych słów o tym, co się dzieje w polskiej muzyce. Zakupiona przeze mnie wczoraj najnowsza płyta zespołu Strachy na Lachy przelała czarę goryczy. Mianowicie od ponad roku jestem zniesmaczona, zdegustowana i wielce zawiedziona płytami zespołów, które do tej pory były mi niezmiernie bliskie i trafiały swoją muzyką prosto w moje serce. I tak dla przykładu  najnowsza płyta zespołu Hey "Do rycerzy do szlachty do mieszczan" - cudne, nietuzinkowe do tej pory teksty Kaśki na owej płycie przeradzają się w gigantyczny zlepek metafor i jedyne, na co mam ochotę słuchając tego poetyckiego bełkotu, to najnormalniej w świecie puścić pawia! Kolejną płyta, której nie byłam w stanie wysłuchać w całości to, !TO!, wspomnianych już wyżej Strachów. Teksty Grabaża są zatrważająco miałkie, rymy jak z przedszkola, a muzyka skierowana chyba do pokolenia mojego taty (choć on gustuje akurat w mocniejszym brzmieniu Led Zeppelinów i Black Sabath). Następna płytą, od której oczekiwałam nieco więcej, choć nie mogę mówić o jakimś ogromnym rozczarowaniu, jest Czerwona Płyta zespołu Coma. Zespół, który wielbię bezgranicznie za wszystkie jego dotychczasowe dokonania, nową płytą nie powalił mnie na kolana. Bo niby są utwory jak 0 RH+ czy Deszczowa Piosenka, i niby dźwięki mocniejsze też można znaleźć, ale to wszystko to dla mnie za mało. Być może wynika, to z faktu, iż panowie poprzednimi albumami bardzo wysoko podnieśli sobie poprzeczkę i teraz trudno będzie im każdą kolejną płytą "doskakiwać" do pewnego poziomu. Mogłabym jeszcze na koniec wspomnieć o debiutanckiej płycie Meli Koteluk, ale w tym wypadku jestem bardzo stronnicza, bo pewnie sama płyta nie jest zła, teksty dobre, muzyka też, tylko jakoś całość mnie drażni. I tak siedzę, i dumam nad tymi wszystkimi płytami i zaczynam dochodzić do wniosku, że my fani w pewien sposób domagając się kolejnych albumów, wywieramy może zbyt mocną presję na twórcach, przez co płyty są robione zbyt szybko, niemalże taśmowo i  nie ma w nich już tyle uroku i fantazji. Dobrze, że Voo Voo mnie nie zawiodło i dzięki temu mam czego posłuchać w samochodzie i do tego Depeche Mode wydaje nową płytę, z której singiel Heaven działa na mnie, oj działa:), ale miało być o polskich zespołach więc kończę tego posta z nadzieją, że gdzieś tam tworzą się piękne dźwięki. M1
Podpisuję się obiema rękoma i całym sercem pod postem M1. Nowy Hey - kompletna porażka. Strachy - jeden wielki zawód. O Comie, z wiadomych względów, się nie wypowiadam. Mela też mnie nie powala, choć "Pieśń o szczęściu" w duecie z Czesławem Mozilem jest piękna - słowa K.K. Baczyńskiego, więc i tak w warstwie językowej nie miałabym się czego czepiać. Uzbrójmy się zatem w cierpliwość i czekajmy na lepsze czasy dla polskiego rocka m2

2 komentarze:

  1. akurat nie jestem rockowym ekspertem, ale z polskich grup Muchy trzymają poziom jak dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Muchy tak, zdecydowanie tak:) choć najnowsza płyta przewidywalna, aczkolwiek dobra jak i pozostałe:) M1

    OdpowiedzUsuń