Od dwóch tygodni otwieram bloga z myślą, aby napisać posta, ale nie stawiając nawet pierwszej litery denerwuję się, dekoncentruję i zamykam zpm. Nie szukam jednak przyczyn owego stanu, widocznie tak miało być. Wydarzeń dookoła mnie mnóstwo, wesela, ciąże, porody, przeprowadzki, kłótnie, imprezy, nowi lokatorzy itp. Generalnie podmuch nudy nie dotarł do mnie, co bez wątpienia ma więcej tych dobrych stron. Tylko czasem sił brakuje i przydałby się wypad kilkudniowy w celu zregenerowania baterii.Tymczasem jednak opowiem Wam(jeśli ciągle tam jesteście:)) o naszym nowym członku rodziny. Jak zapewne pamiętacie mieszkamy na wsi i nic co wiejskie nie jest nam obce. Doświadczamy tego wszystkiego, co w mieście bywa raczej abstrakcją i przyznam, że moja cierpliwość do wiejskich zjawisk wisi na włosku. Ale do rzeczy...mamy w domu myszy, tzn miewamy w domu te małe gryzonie. W tym roku pojawiły się wcześniej, bo już w połowie sierpnia zaczęły nas regularnie odwiedzać. Postanowiliśmy więc po długiej naradzie sprawić sobie kota. Adoptowaliśmy 3-miesięcznego malucha ze zgierskiej kliniki weterynaryjnej. Dla tych, którzy mnie choć trochę znają wyda się, to nieco dziwne, że ja psiara z krwi i kości wyraziłam zgodę na kota. Przyznam się, że nie kierowałam się sentymentem do tych czworonogów wyszłam jedynie z założenia, że zdecydowanie wolę kota niż myszy:) A(maniak kotów) dorzucił jeszcze swoje trzy grosze i mamy nową lokatorkę. Na imię jej Jova*. Przez pierwszy tydzień testowała nas na różne sposoby, tak, że były momenty w których miałam ochotę wystawić ją za drzwi i udać przed A, że jakoś tak, przez nieuwagę wymknęła się sama. Teraz jednak za nic w świecie nie oddałabym małej kulki, która bezwstydnie gramoli się na nasze kolana ugniatając łapkami nasze brzuchy i mruczy przy tym nieziemsko. Oczywiście bywają momenty, w których podnosi mi ciśnienie, ale jako niskociśnieniowiec powinnam być jej wdzięczna!!! M1
* Skrót od macedońskiego imienia Jovanka czyli po polsku Joanna. Polecam posłuchać pieśni o tym tytule:)
Bo kiedy nie wariuje jest pieszczochem:)
Uwielbia wodę...toteż znajdujemy ją w wannie, umywalce, zlewie.
Ładna kicia, też mam podobnego nieco starszego pieszczocha w domu :)
OdpowiedzUsuńto mój pierwszy kot więc uczę się jej dopiero...chciałabym ją wychować na porządną kotkę:P tzn tak żeby myślała, że sama do tego wszystkiego doszła:) bo podobno kotów nie da się wychować? a Ty jak dałeś/aś radę? M1
OdpowiedzUsuń