Lato ku mojemu wielkiemu niezadowoleniu przemknęło gdzieś pomiędzy lipcowo-sierpniowymi kartkami z kalendarza i pędzi ku jesieni. Smutek mnie ogarnia, bo ja tak strasznie jestem ciepłolubna i ponad wszystko kocham słońce i nie wyobrażam sobie mrozu, śniegu i tych egipskich ciemności. Nie wiem jak przeżyję kolejną zimę biegam więc z aparatem i robię zdjęcia, tego co niedługo będzie miłym wspomnieniem.
A to wszystko nasze i nic tylko wina robić:) i w zimowe wieczory rozgrzewać się bo tak wszak taniej nas wyjdzie niż gaz!!!!
W tym roku sialiśmy dynie i proszę jaka dorodna. Jestem dumna, że chociaż to warzywo mamy, bo oprócz dyni i szpinaku niczego nie doprowadziliśmy do stanu jadalności.
Zapomniałam dodać, że jeszcze słoneczniki ozdobne nam obrodziły. Z paru zaledwie nasionek mamy istny słonecznikowy las.
A wieczorami mamy sympatycznych, niemalże bezszelestnych gości. Powyżej Edward Płochliwy.
I wydawać by się mogło, że jest tak sielsko...Do następnego wpisu zostawię Was z tym przekonaniem. M1
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz