sobota, 21 kwietnia 2012

uczta



W ostatnią niedzielę byłyśmy z m2 i A. na koncercie Marcina Wyrostka i Zespołu Coloriage. Pomysł na ów wypad zrodził się w mojej głowie, kiedy to m2 i ja szukałyśmy różnych interpretacji i wykonań tanga. Tak natrafiłam na Coloriage. Z racji tego, że w poprzednim wcieleniu byłam zapewne KO-wcem, zorganizowałam nam babski wypad. Odstrojone, wypachnione zasiadłyśmy na widowni i zaczęło się... Przyznam szczerze, że wiedziałam od początku, że będzie pięknie, ale to czego byłam świadkiem przeszło moje najśmielsze oczekiwania i z pełną świadomością tych słów stwierdzam, iż był to najlepszy koncert na jakim byłam. Co mnie urzekło? Pasja,  radość, szczerość przekazu, emocje w każdym dźwięku, niesamowita kompatybilność i spójność muzyków i przede wszystkim ogromny talent. Po raz pierwszy zdarzyło mi się zamknąć oczy na koncercie i przenieść się w zupełnie inną czasoprzestrzeń. Dodatkowo, Panowie rozgrzali moją duszę bałkańskimi melodiami, a wiadomo, że to M1 uwielbia, kocha i kiedy zagrano Jovano, całkowicie odpłynęłam. Każdy dźwięk przedłużał moją euforię i z całą stanowczością mogę stwierdzić, uniesienia cielesne są tylko marną namiastką duchowej uczty jaką zaserwowało mi Coloriage. Dłonie bolały mnie od klaskania i kiedy wiedziałam, że koniec zbliża się nieuchronnie, jeszcze bardziej wtapiałam się w każdy dźwięk, żeby jak najdłużej zachować go dla siebie. Dnia następnego zakupiłam płytę i teraz mam Panów w domu, choć płyta tylko w połowie oddaje talent zespołu. Mam nadzieję,  że będę miała okazję uczestniczyć jeszcze kiedyś w koncercie Coloriage, a jeśli wy macie taką możliwość, to serdecznie polecam!!!!!!! M1

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz