http://www.flickr.com/photos/johnbullas/4080600067/in/photostream/#/
Heidi Klum się rozwodzi - ta wiadomość zelektryzowała mnie i M1. Mnie może trochę mniej, bo bardziej przejęłam się doniesieniami o rozpadzie związku Johnnego Deppa i Vanessy Paradis. Jako żywo mam też w pamięci rozwody Demi Moore, czy kolejny Jennifer Lopez. I to wszystko skłoniło mnie do napisania posta o rozwodach, a co za tym idzie i o małżeństwach.
Ekspertem nie jestem, ale we własnym imieniu mogę napisać, że do tejże instytucji mam stosunek ambiwalentny. Bo z jednej strony, to musi być coś naprawdę pięknego - przysiąc w majestacie boskiego i ludzkiego prawa miłość, wierność i uczciwość drugiemu człowiekowi. Ale z drugiej, małżeństwo łączy się z ogromną ilością zobowiązań począwszy od tych najlżejszych jak np. tolerowanie jego pierdzenia w trakcie snu lub jej ustawicznego nie zakręcania tubki z pastą, po obowiązek opieki nad tym kimś w obliczu tragedii takiej jak choroba, wypadek itd. Słyszałam ostatnio, że bardzo wiele małżeństw rozpada się z powodu raka, gdyż małżonkowie nie mogą znieść zapachu swych partnerów po kolejnych chemiach. Ale, ale, ja nie o tym. Otóż, to, co teraz napiszę, to truizm, ale ślub i samo małżeństwo, to rzecz absolutnie i wręcz śmiertelnie poważna. Choć jest to niby oczywiste, po kolejnych doniesieniach medialnych o rozpadzie następnego gwiazdorskiego małżeństwa, dochodzę do wniosku, że niektórzy mylą je z happeningiem czy inszym performance'm. Niech mi ktoś wytłumaczy, jak można wziąć ślub na oczach całego świata, publicznie deklarować sobie opętańczą wręcz miłość, by po niespełna miesiącu występować o rozwód z powodu "niezgodności charakteru". Po takiej wiadomości mam ochotę nakrzyczeć na gazetę, telewizor, internet, że przecież widziały gały, co brały!!!
Żeby nie było, nie twierdzę, że każde małżeństwo musi trwać, choćby nie wiem co. Pomimo mych osobistych przekonań i religii, którą wyznaję, uważam, że są sytuacje w życiu, gdy rozwód jest koniecznością. Ale trudno taką sytuacją nazwać to, że ktoś po miesiącu znudził się tym, że jest czyjąś/czyimś żoną/mężem i chce się jej/jemu wypaść na miasto z kumpelami/kumplami i wyrwać jakieś towary/laski. I nie wiem, czy macie podobnie, ale ja czasami będąc na ślubie po prostu czuję, ba, wiem, że to nie wypali. To nie tyle kwestia mej wrodzonej złośliwości, ale po zachowaniu samych państwa młodych widać, że to małżeństwo, to pomyłka. Zastanawiam się też, co siedzi w głowach takich ludzi, że pomimo, iż wszystko im mówi, że to błąd, dochodzą do ołtarza i składają przyrzeczenie.
Kończąc posta, chce nawiązać do zdjęcia nad nim. Znalazłam je wraz z innymi propozycjami tortu na ostatnio bardzo modne imprezy porozwodowe. Wybrałam tę najbrutalniejszą. I z jednej strony, tak sobie myślę, że to dobrze, że po traumatycznym mniej lub bardziej rozwodzie, ludzie chcą odreagować, odciąć się od tego etapu życia, zacząć wszystko od nowa, ale z drugiej, obcięta głowa to jednak dowód na ogromny smutek, żal i nieszczęście. Cóż, ponieważ w tym poście i tak Ameryki nie odkryje, a nie będąc w związku małżeńskim, nie wypada mi udzielać jakichkolwiek rad, mogę tylko trzymać kciuki i życzyć wszystkim trwającym małżeństwom oraz tym, które dopiero mają być zawarte, szczęścia i cierpliwości. m2
Żeby nie było, nie twierdzę, że każde małżeństwo musi trwać, choćby nie wiem co. Pomimo mych osobistych przekonań i religii, którą wyznaję, uważam, że są sytuacje w życiu, gdy rozwód jest koniecznością. Ale trudno taką sytuacją nazwać to, że ktoś po miesiącu znudził się tym, że jest czyjąś/czyimś żoną/mężem i chce się jej/jemu wypaść na miasto z kumpelami/kumplami i wyrwać jakieś towary/laski. I nie wiem, czy macie podobnie, ale ja czasami będąc na ślubie po prostu czuję, ba, wiem, że to nie wypali. To nie tyle kwestia mej wrodzonej złośliwości, ale po zachowaniu samych państwa młodych widać, że to małżeństwo, to pomyłka. Zastanawiam się też, co siedzi w głowach takich ludzi, że pomimo, iż wszystko im mówi, że to błąd, dochodzą do ołtarza i składają przyrzeczenie.
Kończąc posta, chce nawiązać do zdjęcia nad nim. Znalazłam je wraz z innymi propozycjami tortu na ostatnio bardzo modne imprezy porozwodowe. Wybrałam tę najbrutalniejszą. I z jednej strony, tak sobie myślę, że to dobrze, że po traumatycznym mniej lub bardziej rozwodzie, ludzie chcą odreagować, odciąć się od tego etapu życia, zacząć wszystko od nowa, ale z drugiej, obcięta głowa to jednak dowód na ogromny smutek, żal i nieszczęście. Cóż, ponieważ w tym poście i tak Ameryki nie odkryje, a nie będąc w związku małżeńskim, nie wypada mi udzielać jakichkolwiek rad, mogę tylko trzymać kciuki i życzyć wszystkim trwającym małżeństwom oraz tym, które dopiero mają być zawarte, szczęścia i cierpliwości. m2

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz