piątek, 9 grudnia 2011

Ś jak Śledź w Święta

                                  http://weheartit.com

Marian Śledź od ponad 40 lat spędzał każde Święta Bożego Narodzenia w gronie rodzinnym i doprawdy, nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iż owo grono zawężało się jedynie do jego własnych rodziców. Przyczyn braku ukochanej naszego bohatera nie trzeba było szukać ze świecą w opasłym tomie historii rodzinnej, czy też w spróchniałym drzewie genealogicznym. Marian Śledź jako jedyny potomek pra pra pradziada Stanisława Śledzia nie zakotwiczył w żadnym porcie i nie dał złapać się w żadną z zarzucanych sieci z powodów bardzo prozaicznych, mianowicie śmiertelnie bał się kobiet. Przerażały, go wydawane przez płeć piękną dźwięki. Stukot obcasów, szeleszczenie spódnic, uderzenia paznokciami o klawiaturę komputera, kreowały w Mariana głowie obrazy rodem z najczarniejszych horrorów. Psychiatrzy badający  Pana Śledzia nie znalazłszy żadnych anomalii w jego psychice, oznajmili na odchodnym, iż każda potwora..itp. Nasz bohater czekał zatem z niecierpliwością na amatorkę ciemnych projekcji jego mózgu, która mogłaby zaspokoić narosłe z wiekiem żądze i ukoić zszargane nerwy. Czas jednak płynął nieubłaganie i szanse na miłość malały w skali odwrotnie proporcjonalnej do fobii. Rodzina dawno postawiła krzyżyk na Marianie, jedynie kuzyn będący jezuitą modlił się żarliwie każdej nocy o przybycie niespodziewanego uczucia i tym samym o uchronienie Mariana od całkowitego zdziwaczenia. Nie od dziś wiadomo, że wszystkie nasze najgłębsze pragnienia w ten czy inny sposób spełniają się, czy to za sprawa Jedynego, czy też innych kosmicznych sił, tak też i w tym przypadku dobre miało wkrótce nadejść.
Marian w przed wigilijny poranek przywdział na siebie ulubiony kożuch, szalik wydziergany przez mamę Rozalię i udał się do pobliskiego centrum handlowego, żeby dokonać ostatecznych zakupów i dopiąć świąteczne przygotowania na ostatni guzik. Po drodze mijał rozradowane, rumiane buzie dzieci i nieco mniej euforyczne, acz radosne twarze dorosłych. W powietrzu unosił się intensywny zapach ściętych choinek, unicestwionych karpi i świeżo upieczonych ciast. Marian kierowany dziwnym wewnętrznym głosem, czy też męskim instynktem, nad wyraz aktywnym ostatnimi czasy, znalazł się w dziale z literaturą kulinarną."A może by tak pokusić się o innowację w przyrządzaniu świątecznego śledzia"- zastanawiał się  nasz bohater,  sięgając po przepisy ukrywające się w książce pod tytułem Śledzie jakich nie znacie Ewy Szprotki. Autorka owego dzieła z ogromną pasją i oddaniem prezentowała śledziowe specjały tak, iż Marian miał wrażenie, jakby książka dotyczyła jego skromnej osoby, a nie pospolitej ryby. Sposób w jaki Pani Ewa opisywała kulinarne wariacje na temat mieszkańców Bałtyku, był tak wysublimowany i smakowity, że nawet fobia naszego bohatera zamknęła się w sobie i odpłynęła. "Kosztowanie Śledzi w towarzystwie takiej damy, to prawdziwa rozkosz dla podniebienia" - zadumał się Marian, gdy niespodziewanie usłyszał za swoimi plecami kobiecy głos. CDN M1

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz