Poproszona zostałam o napisanie posta o tzw." niewczasie", a że doświadczyłam, go na własnej skórze, więc co nieco o tym wiem. Zapewne zastanawiacie się, czym w jest "niewczas" i pewnie, gdybym jako przykład podała film pt. "Co się wydarzyło w Madison County" (org. The Bridges of Madison County) nadal głowilibyście się nad odpowiedzą na to pytaniem. Bo "niewczas" zawsze wiąże się z nieszczęściem zawężonym do smutku, żalu i wściekłości na los, na nas samych, na innych. Ale do rzeczy! Niewczas, to taki moment, kiedy zdajemy sobie sprawę, że gdyby dana sytuacja spotkała nas w innej czaso-przestrzeni, tj. gdyby wydarzyła się np. dwa miesiące wcześniej, tudzież w innym miejscu, w innym punkcie naszego życia lub jak twierdzą zwolennicy reinkarnacji w innym wcieleniu, to bylibyśmy mega szczęśliwi! Ale sytuacja dzieje się tu i teraz i z wielu przyczyn nie jesteśmy w stanie w pełni cieszyć się jej nadejściem lub w ogóle cieszyć. Zapętlamy się więc w gdybaniu. Rozkładamy na czynniki pierwsze całe nasze dotychczasowe życie i złorzeczymy losowi, Najwyższemu, czy też innym siłom nadprzyrodzonym, że musimy się obejść smakiem jak te biedne psy Pawłowa. I rzeczywiście "niewczas" potrafi być zupełnie niezależny od nas, od decyzji, które podjęliśmy wcześniej i co tu poradzić, że On to rewelacyjny kandydat na potencjalną miłość, kiedy w tamtym roku ożenił się z Nią lub co poradzić na to, że koło nosa przeleciała nam okazja na rewelacyjną wycieczkę do Czarnogóry, tylko dlatego, że jesteśmy akurat w danym momencie bardzo chorzy. I najgorsze jest to, że tak naprawdę nie możemy znaleźć nikogo, kogo moglibyśmy obarczyć całą winą za zaistniałą sytuację, a przecież wiadomo, że żeby pozbyć się złej energii do końca, należy zlokalizować jej źródło. I rośnie w nas to rozgoryczenie i przybiera na wadze, aż do momentu, w którym uświadamiamy sobie wtórując Kazikowi, że los się musi odmienić i rzeczywiście niespotykanie przydarza się nam coś tak dobrego i pokrzepiającego naszą obolałą duszę, że wchodzimy pełni optymizmu i radości w kolejny dzień.
Jestem zwolennikiem twierdzenia, iż po każdym niewczasie przychodzi refleksja, że tak właśnie być musiało, żeby inne bardziej ważne rzeczy nas nie ominęły. A jeśli moje przekonanie jest mylne, to proszę Was nie piszcie mi o tym i nie zdejmujcie mi z twarzy różowych okularów. M1
Ps. moja ulubiona scena z filmu, na której zawsze ryczę jak bóbr:
http://www.youtube.com/watch?v=groH-ZHKgA0&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=groH-ZHKgA0&feature=related

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz