http://www.flickr.com/photos/leslieduss/519840620/
Do napisania owego posta natchnęła mnie informacja, jakoby w Australii pewna sieć sklepów postanowiła zdjąć z mężczyzn "ciężar" biegania z, tudzież za kobietami, podczas dokonywania przez nie zakupów. Owa sieć, notabene meblowa, stworzyła w swoich podwojach coś na kształt pokoju zabaw i uciech dla płci męskiej. W takowym pomieszczeniu każdy samiec znużony wielogodzinnym towarzyszeniem swej wybrance, będzie mógł zasiąść w wygodnym fotelu i pokibicować przy puszce coli sportowcom lub " pomłucić w sonkę". Jakaż była moja reakcja na australijski pomysł? Gdzieś tam wewnątrz, w Czesiu, uśmiechnęłam się i stwierdziłam, że to całkiem zabawne rozwiązanie tylko zupełnie do niczego mi nie potrzebne! Po pierwsze, jeśli już zabieram swojego mężczyznę na zakupy, to nie po to, żeby sama biegać po sklepie. Po drugie, zazwyczaj sama lub w gronie przyjaciółek szopinguję, bo w jakim celu miałabym ciągać, ze sobą faceta? Że niby miałby mi doradzić? Generalnie wzrok mam dobry, gust, nie chwaląc się zbytnio, też, więc śmiem twierdzić, że w tej kwestii jestem samowystarczalna. A może chodzi o podwiezienie lub też zasponsorowanie zakupu? Prawo jazdy posiadam i póki co, pracę też, więc i w tym przypadku świetnie radzę sobie bez pierwiastka męskiego. Oczywiście nie jestem, aż do tego stopnia nawiedzoną feministką, żeby w każdej okoliczności zakupowej udawać samowystarczalną. Sklepy, do których wybieram się z mężczyzną, to właśnie sklepy meblowe lub tzw. DIY (do it yourself), czyli raj dla majsterkowiczów. Tam czuję się nieco zagubiona i totalnie nie kręci mnie wybieranie pędzli, czy też pokostu, ba, najzwyczajniej w świecie śmiertelnie mnie to nudzi. Ostatnio w jednym z marketów budowlanych tańczyłam pomiędzy półkami z silikonem do L. Gagi i przyznam, że jest to rewelacyjny pomysł na przyspieszenie wyjścia ze sklepu. W takowych miejscach optowałabym za pokojem zabaw dla kobiet, tylko zupełnie nie przychodzi mi do głowy jakby nas zabawiano? Bo chyba nie "Perfekcyjną Panią Domu" albo Nigellą? M1
Do napisania owego posta natchnęła mnie informacja, jakoby w Australii pewna sieć sklepów postanowiła zdjąć z mężczyzn "ciężar" biegania z, tudzież za kobietami, podczas dokonywania przez nie zakupów. Owa sieć, notabene meblowa, stworzyła w swoich podwojach coś na kształt pokoju zabaw i uciech dla płci męskiej. W takowym pomieszczeniu każdy samiec znużony wielogodzinnym towarzyszeniem swej wybrance, będzie mógł zasiąść w wygodnym fotelu i pokibicować przy puszce coli sportowcom lub " pomłucić w sonkę". Jakaż była moja reakcja na australijski pomysł? Gdzieś tam wewnątrz, w Czesiu, uśmiechnęłam się i stwierdziłam, że to całkiem zabawne rozwiązanie tylko zupełnie do niczego mi nie potrzebne! Po pierwsze, jeśli już zabieram swojego mężczyznę na zakupy, to nie po to, żeby sama biegać po sklepie. Po drugie, zazwyczaj sama lub w gronie przyjaciółek szopinguję, bo w jakim celu miałabym ciągać, ze sobą faceta? Że niby miałby mi doradzić? Generalnie wzrok mam dobry, gust, nie chwaląc się zbytnio, też, więc śmiem twierdzić, że w tej kwestii jestem samowystarczalna. A może chodzi o podwiezienie lub też zasponsorowanie zakupu? Prawo jazdy posiadam i póki co, pracę też, więc i w tym przypadku świetnie radzę sobie bez pierwiastka męskiego. Oczywiście nie jestem, aż do tego stopnia nawiedzoną feministką, żeby w każdej okoliczności zakupowej udawać samowystarczalną. Sklepy, do których wybieram się z mężczyzną, to właśnie sklepy meblowe lub tzw. DIY (do it yourself), czyli raj dla majsterkowiczów. Tam czuję się nieco zagubiona i totalnie nie kręci mnie wybieranie pędzli, czy też pokostu, ba, najzwyczajniej w świecie śmiertelnie mnie to nudzi. Ostatnio w jednym z marketów budowlanych tańczyłam pomiędzy półkami z silikonem do L. Gagi i przyznam, że jest to rewelacyjny pomysł na przyspieszenie wyjścia ze sklepu. W takowych miejscach optowałabym za pokojem zabaw dla kobiet, tylko zupełnie nie przychodzi mi do głowy jakby nas zabawiano? Bo chyba nie "Perfekcyjną Panią Domu" albo Nigellą? M1

Pisanie na blogu, który pretenduje do miana feministycznego, że - broń Boże! - nie jestem "nawiedzoną feministką" jest kompromitujące, bo sugeruje, że feministki to dziwaczki i że się od nich dystansujesz.
OdpowiedzUsuńZresztą, wg mnie ten blog jest feministyczny tylko deklaratywnie, bo nie zajmuje się tym, co jest istotne dla feministek. NP
a ja nie lubię feministek. kupa rozwrzeszczanych i nic nierobiących bab. nie twierdzę, że wszystkie są "nawiedzone", ale osobiście nie wierzę w ich pracę. jak kobieta chce coś dla siebie wywalczyć, to musi to zrobić sama i tyle. D.
OdpowiedzUsuńDroga NP czy też Flo,bo nie wiem jak mam się do Ciebie zwracać, zastanawiałam się czy podejmować Twoją rękawicę i odpierać Twoje według mnie kompletnie niezrozumiałe ataki...
OdpowiedzUsuńJeśli już piszesz komentarze, to zalecałabym uważne czytanie, nigdzie nie napisałam Broń Boże, ani tak silnie nie odcięłam się od "nawiedzonych feministek", notabene to sformułowanie było użyte w tym przypadku z przymrużeniem oka, jeśli natomiast tak poważnie je potraktowałaś, to jak zapewne dobrze wiesz, w każdej grupie, czy to feministek, czy np polonistek znajdą się osoby, które ślepo oddają się jakieś idei i są przekonane o wyższości swoich racji...co oczywiście nie oddaje charakteru wszystkich jej członków...co do bloga, to pierwotnym założeniem był feminizm, choć jak wiadomo, czego nie musisz tak dokładnie podkreślać, bo wszyscy umieją czytać i wyciągać wnioski, zostawiłyśmy sobie dużą swobodę w podejmowaniu tematów, gdyż nasz blog nasze prawo i tak, masz rację nie jest on feministyczny jeśli oprzemy się o definicję słownikową feminizmu, jest taki jaki chcemy, żeby był i to jest nasza definicja bloga M1
nie czepiam się, tylko stwierdzam, że takie z pań feministki jak ze mnie Matka Boska. NP
OdpowiedzUsuńI masz rację M1 feministki są nawiedzone, zgadzam się, że nowoczesna kobieta wcale nie musi być feministka. Ka
OdpowiedzUsuńJa nie wrzucam wszystkich kobiet będących feministkami do jednego wora z napisem nawiedzone bo to byłoby nieprawdą...i słowo feministka nie ma dla mnie negatywnych skojarzeń, a wręcz przeciwnie. Lubię, szanuję i na pewno pod dużą częścią głoszonych przez feministki poglądów podpisuję się każdą częścią mego ciała. Bawią mnie natomiast skrajne poglądy pojedynczych egzemplarzy we wszelkich ruchach społecznych M1
OdpowiedzUsuńewentualnie potrzebni są do tachania naszych zakupów ;)
OdpowiedzUsuńhmm w sumie nie wzięłam tego pod uwagę:) M1
OdpowiedzUsuń