niedziela, 25 września 2011

ciucianie i cmokanie


http://www.flickr.com/photos/ljb/25759982/

PROLOG

Zaczynam pisanie tego posta z duszą na ramieniu. Bo niemoc twórcza nadal zalega we mnie i zaprawdę pewną nie jestem, czy uda mi się składnie sklecić myśli i postawić kropkę nad i. Jednakże, w trakcie mojego ostatniego spotkania z M1 i A. usłyszałam od tej drugiej, że koniec tego dobrego, że po blogu wiatr hula, że do roboty trza się wziąć, trochę krwi napsuć, jadu upuścić.  M1 taktownie nic nie rzekła, aczkolwiek jej milczenie było nad wyraz wymowne. No to, żeby nie było, że nawet nie próbuję, zaczynam pisać, ze szczególną dedykacją dla A.

SŁODUSIE I MIODUSIE

Idę ja ostatnio do fryzjera. Żem się ciut ostatnio zapuściłam, więc postanowiłam w końcu się ogarnąć. Wita mnie uśmiechnięta, żeby nie powiedzieć wyszczerzona fryzjerka, od której wręcz bije i oślepia słodycz. I jest cała "och jejcia, nie mogę tego dnia, bo urlopik i może poniedziałeczek będzie pasował albo wtoreczek, bo w środeczkę, też mnie nie będzie". I ja, cynik, którego rzeczony jad przepełnia, zwijam się w sobie, żeby się ironicznie nie uśmiechać, nie parsknąć pod nosem, albo, co jest już wyrazem zboczenia zawodowego, nie zwrócić uwagi, że się tak nie mówi, a jeśli już, to do dzieci, nie dorosłych klientów. Ale przełknęłam tę wybitnie przesłodzoną tabletkę, bo pani fryzjerka zacna jest w swej pracy, no i wiochy przecież robić nie będę. Nie minęła godzina, czyli nie zdążyłam się z tego cukru-lukru otrząsnąć, gdy będąc obsługiwaną w pewnym sklepie drogeryjnym dostałam |"paragonik" i 3 "grosiki" reszty... No i teraz się pytam, co jest z tymi ludźmi? Jak można mówić "poniedziałeczek", "paragonik" itp. Pewnie nie powinnam się tym tak emocjonować, no ale jak miło być lanie jadu, to jest... Może do tych zdrobnień powinno się jeszcze w tle  pojawić stado tańczących jednorożców i tęcza dla podkreślenie słodkości i cukierkowości?  Możliwe, że w tym względzie jestem specyficzna, ale wybitnie nie lubię spieszczeń. Nie znoszę jak się zdrabnia moje imię, rzadko sama zdrabniam imiona innych i w ogóle irytuje mnie takie dziamdzanie. Powiedzmy, że w sferze prywatnej takie formy są dopuszczalne, ale, wracając na chwilę do mojej fryzjerki, gdybym przyszła do niej po raz pierwszy  i usłyszała o tym poniedziałeczku, nie wiem, czy bym na umówioną wizytę przyszła...
I tak porycjka jadziku mi się skończyła. A jakby się ktoś z tym pościkiem nie zgodził, to może o tym komentarzyk napisać. m2

2 komentarze:

  1. no patrz...nie wiedziałam, że moje milczenie rzeczywiście bywa, aż tak wymowne...ale suma sumarum jad upuszczony...i człowiekowi lepiej na duszy M1

    OdpowiedzUsuń
  2. jak ja też tego nie lubię... Paragonik słyszałam, często też słyszę o pieniążkach. Poniedziałeczek na szczęście mnie ominął. Ale jestem zaskoczona, że ludzie tak mówią i myślą, że to takie fajne.
    MN

    OdpowiedzUsuń