niedziela, 18 września 2011

zabierz mnie w góry moja głowo





                                  Srebrna Góra


Jest mi wstyd, że na blogu taka cisza i pustki, ale może ostatnie moje potyczki słowne były tak wyczerpujące, że musiałam nieco odpuścić, zluzować, odpocząć:) Nie, nie, nie! niech sobie Flo nie myśli, że tak mocno dała mi się we znaki, że była głównym powodem moich blogowych zaniechań. Tłumaczyć się nie zamierzam, a przynajmniej niezbyt gorączkowo. Po prostu mnie nie było. Gdzież zatem się podziewałam? Byłam w tzw. moim miejscu, choć zapewne znalazłoby się parę osób używających tego samego sformułowania pod adresem Srebrnej Góry, Jugowa, czy też samego Dolnego Śląska. Ja traktuje je bardzo osobiście, może z racji tego, że tam poznali się moi dziadkowie, tam mieszkali i tam urodził się mój tata. Miejsce dla mnie magiczne, urokliwe i wciąż nieodkryte przez turystów. Nie będę się rozwodziła nad pięknością krajobrazów, niemalże nieskalaną przyrodą i krwistoczerwonym kolorem ziemi, bo w opisach przyrody nie dorastam Orzeszkowej do pięt:), poza tym przyznam się bez bicia, że owe opisy, zajmujące więcej niż dwie linijki w literaturze z premedytacją pomijam, bo nie trawię, nie znoszę i  koniec kropka! Wolę cicho, pomału wtapiać się w otoczenie, gubić, być częścią, czy wreszcie doświadczać na własnej skórze. Napiszę więc jedynie, że Sudety, a konkretnie Góry Sowie, Stołowe, to raj na ziemi dla tych, którzy, tak jak ja, lubią czasem, jak śpiewa Piotr- rozprzestrzenić się na wiatr i uśmiechnąć się do drzew, ziemi, życia, jakkolwiek patetycznie to  nie zabrzmi. M1
PS. W przypadku braku pomysłu, na rendez-vous dla małomównych lub zdenerwowanych polecam Przełęcz Jugowską, a konkretnie drogę na ową Przełęcz, myślę, że przy takich widokach słowa są zupełnie nie na miejscu, chyba, że mamy na ustach achy i ochy. 




                                 Widok ze Szczelińca

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz