http://www.flickr.com/photos/thedailysportsherald/4598301430/
W tym jednak poście ośmielę się być szowinistyczna, bezlitosna i ze wszech miar krytyczna. Oberwie się bowiem całemu rodowi męskiemu. Pominę osobiste porażki i rozczarowania (co egzemplarz, to większa wtopa - jak twierdzą moje przyjaciółki jestem w tym temacie królową anegdot) i postaram się problem uogólnić. Zacznę od sytuacji wprowadzającej:
Mecz damskiej koszykówki. Siedzi za mną dwóch kolesi, jeden z synem (góra siedem lat). Obaj dorośli panowie to klasyczny przykład tzw. zerwania się ze smyczy. Rozmowa obu mężczyzn w 95% dotyczyła występów cheerleaderek, do których sam mecz był tylko dodatkiem, nie odwrotnie. Przykładowe komentarze to "czarnulka", "blondyna", "balony w górze", "wypinanie pupy", "trzęsienie tyłkiem", "machanie cyckami", a wszystko to urozmaicone stosownymi odgłosami typu "uhu", hmm", "wow" itd. Usłyszałam też mądrości życiowe obu panów dotyczące małżeństwa typu "patrzenie to nie zdrada", "tyle nam chociaż z życia pozostało", "skoro to mnie kręci znaczy, że żyję". Do tego panowie zaczęli porównywać swoje żony, padło nawet pytanie, czy jakby była możliwość, to czy zamienili by się nimi w łóżku. Zanim ten wątek się rozwinął, mężczyźni zorientowali się, że jest z nimi dziecko i zmienili temat.
Przypomina mi się w tym miejscu skecz pewnego amerykańskiego komika, który porównywał mózg kobiecy do męskiego. Męski był jak szufladki - osobna na pracę, osobna na hobby, osobna na rodzinę itd. Kobiecy był jedną wielką szafą, gdzie wszystko było wrzucone chaotycznie i powiązane ze sobą na tysiąc różnych sposobów. Wydźwięk oczywiście był taki, że męski rozum był lepszy. Abstrahując jednak od oceniania, stwierdzam, że te męskie szufladki to bzdura, gdyż są ich tylko dwie: jedna dominująca na myślenie o seksie, druga na całą, poboczną, czy też uboczną resztę. I wniosek ten wynika nie z moich uprzedzeń, nie z mego wojującego feminizmu, ale z tego, co mówili mi sami mężczyźni. Mam taki jeden zaprzyjaźniony męski egzemplarz na podorędziu, który jest mym konsultantem i który jest ze mną w tej kwestii brutalnie szczery. 98% życia mężczyzny to myślenie o seksie, planowanie seksu itd. Oni wszyscy mają jakąś zbiorową świadomość, mentalność, jak zwał tak zwał, która niezależnie od okoliczności jest ukierunkowana tylko i wyłącznie na jedno. Pewno można to wytłumaczyć biologią - podtrzymanie gatunku i takie tam... Ale w takim razie, jakim cudem udało się temu zmaskulinizowanemu społeczeństwu rozwinąć? Skąd w tym patriarchalnym świecie nauka, sztuka, cywilizacja, które od wieków zdominowane są przez facetów, jeśli oni w kółko myślą tylko o bzykaniu? Podniosą się zaraz pełne dumy męskie głosy, że na tym polega ich geniusz, wielkość i wybitność, że poza kierowaniem się potrzebami ciała, tudzież tylko jednej jego części, są przy okazji, jakby mimochodem w stanie robić inne wielkie rzeczy. A ja na to: bzdura i nie wierzę!!! Ci wszyscy naukowcy, artyści, politycy, myśliciele itd., to byli impotenci, którzy w akcie niemocy i desperacji musieli się zająć czymś innym, niż seks!
No i niech się na mnie posypią głosy krytyki i świętego oburzenia, jaka to ja jestem szowinistyczna i niesprawiedliwa. Proszę też nie zapomnieć o oskarżeniach, że każde uogólnianie jest z góry założeniem błędnym, a przeze mnie przemawia frustracja i Bóg wie, co jeszcze. A ja tam nadal będę twierdzić, że mężczyźni to podgatunek (acz w wielu kwestiach użyteczny i pożyteczny) i kropka. m2
I cóż ja na to? Oczywiście nie nazwałabym mężczyzn podgatunkiem, ale jak wiadomo w każdym miocie, stadzie znajdą się czarne owce, barany czy buraki. Ostatnio byłam świadkiem jak kochający tatuś wraz ze swoim synkiem podszedł do stoiska ze słodyczami i zamiast interesować się dzieckiem i jego potrzebami, żywo i nader ochoczo wyrywał panią sprzedawczynię. Podryw oczywiście był tandetny i żenujący, nie tylko dla tej kobiety, ale także dla całego otoczenia, bo jakże by inaczej podejść do zdania: ,,Czy te żelki są tak samo słodkie i smaczne jak Pani?" Współczuję z całego serca temu chłopcu, bo zapewne nie mając innego wzorca męskiego zachowania i z niego w przyszłości wyrośnie Pożal Się Boże Don Juan., czy też polski Macho ze spodniami podciągniętymi niemalże pod samą szyję. M1

Myślę że zarówno wśród mężczyzn i kobiet jest wiele beznadziejnych przypadków, wpis rzeczywiście jakby spowodowany jakąś frustracją i strasznie ogólnikowy. Mam wrażenie jakbym czytał jakąś narwaną femistkę która wykrzykuje hasła rodem z Seksmisjii "samiec Twój wróg!".Ł
OdpowiedzUsuńpo pierwsze, na samym wstępie zastrzegłam, że będę stronnicza, sfrustrowana i będę pisała ogólnikowo. Mój blog, moje prawo. A narwana feminista lata po mieście z sekatorem, by obcinać męskie genitalia lub głosi hasła przymusowej wazektomii, a nie pisze stonowane, jak na jej możliwości, posty... m2
OdpowiedzUsuńPotwierdzam, jak na możliwości m2 jest stonowanie, a z sekatorem na mieście jej nie widziałam , z pilniczkiem ewentualnie, ale podobno i tym można wydłubać, uszkodzić...więc radzę uważać M1
OdpowiedzUsuńiii, tam, ci kolesie z meczu to prymitywy, którzy żadnym sposobem nie potrafią zwerbalizować zainteresowania natury erotycznej, nie odwołując się do cycków, dupy i ogólnie rzecz ujmując szeroko i dosłownie rozumianej fizjologii. i jest typ panienek, co się na "komplementy" z takich pól semantycznych nie krzywią ani ani. czasem tylko się pani, pani m2 może zasromać, jak panią taki mentalny dresiarz skomplementuje też. bo jakżeż to, pan się mizdrzy i przymila, a pani się czuje opluta.
OdpowiedzUsuńa tak w ogóle, z nieodparcie śmiesznych sytuacji, to ścigał was kiedyś kurier z umową u ginekologa, bo o 20 to on już nie ma czasu?
OdpowiedzUsuńnie..ja tylko usłyszałam od Pana prężącego się przede mną w jakimś pubie, że jestem "zimną Rumunką". Odczytałam, to jako komplement, bo tak, dla takich Panów to ja zdecydowanie chcę być zimną i chociażby Rumunką. M1
OdpowiedzUsuńmnie tylko podrywają w tramwajach pijani bracia, którzy wracają z oblewania ze szwagrem ciąży swej siostry i w kółko przepraszają za swój "łokorpny, naprawdę łokropny stan" lub menelkowie spod murka, którzy są gotowi przeprowadzać się za mną do Krakowa, jak im wmawiam, że tam mieszkam... m2
OdpowiedzUsuńja wyżej wymienionemu sprzedałam historię, że z Wrocławia jestem..a on mi na to że często tam bywa:)..ale był wystarczająco pijany, żeby nie być w stanie dobrze sprawdzić mojej wiedzy topograficznej Wrocławia M1
OdpowiedzUsuńm2 - pijani i uczniowie Cię podrywają = dekadenci i młodzieńcy. nie grymaś, nie każdy ma tak dobrze.
OdpowiedzUsuń