http://www.flickr.com/photos/librica/5410606917/
Męska przyjaźń od zawsze jest synonimem wierności, lojalności, solidności i tego wszystkiego, co mocne, trwałe i odporne na wszelkie zagrożenie i życiowe próby. Gdy jednak zaczynamy mówić o przyjaźni kobiecej, babskiej, pojawiają się pół uśmieszki, drwiący ton, protekcjonalne przymrużenie oczu. Bo stereotyp jest taki, że jak kobiety się ze sobą przyjaźnią, to tylko na pokaz, że każda każdą obgaduje za plecami, w każdej chwili jedna drugiej jest gotowa wbić nóż w plecy, a do tego tylko czeka, by jej faceta odbić. I co to za przyjaźń, która polega na plotkowaniu, zakupach, rozmowach o kosmetykach, fryzjerach itd. W ogóle relacje "międzykobiece" są niepoważne i kobiety przyjaźnią się ze sobą tylko po to, żeby odreagować chwilowy lub długoterminowy brak mężczyzny. A jak już się taki znajdzie, to kobieta ma się na związku skoncentrować a nie na jakiś tam pierdołach i mało ważnych znajomościach.
Nie przeczę. Znam kilka dziewczyn, które po zawiązaniu szczęśliwego związku kompletnie odcięły się od dotychczasowych znajomych i poświęciły się w 100% domowi, dzieciom i mężowi. Można by tu rozstrzygać czy była to tak naprawdę przyjaźń, czy nie, ale jest to temat na innego posta. Ja chciałabym napisać o moich dziewczynach, o moich przyjaciółkach. Zwykłam mówić, że nieszczęście mego życia polega na tym, że nie jestem lesbijką. Gdyby nie to, że bardziej interesują mnie partnerzy płci męskiej, to mam wokół siebie tyle rewelacyjnych dziewczyn, że na bank byłabym już w długoletnim ustabilizowanym związku. I jak muszę stwierdzić, że nie mam szczęścia do chłopaków, tak los wynagradza mi to przyjaciółkami. Owszem, zdarzyło się kilka potknięć i rozczarowań. W ogólnym jednak rozrachunku jestem ogromną szczęściarą. Jeśli męska przyjaźń rzeczywiście polega na tym, o czym napisałam we wstępie, to moje relacje z M., N., K., J., A., M., są wybitnie zmaskulinizowane. W moim przypadku do tego, ilość przyjaźni nie odbija się na jakości. I każda z tych moich relacji ma inne podstawy, choć jeśliby je obserwować z zewnątrz nie dostrzegłoby się różnicy. Wiem natomiast, ba, jestem absolutnie pewna, że każda z nich wskoczyłaby za mnie w przysłowiowy ogień. Mogę liczyć i na słowa otuchy i pocieszenia z ich strony lub postawienie do pionu, gdyby była taka potrzeba. Jakkolwiek pejoratywnie i prześmiewczo by to nie brzmiało, jest miedzy nami solidarność jajników, która, a co tam, niech będzie górnolotnie, jest mi w życiu podporą. I dlatego wyżej cenię moją przyjaciółki, niż 70% swojej rodziny. W przełomowych chwilach, to je chciałbym widzieć przy swoim boku, a nie nawiedzone ciotki i kuzynki, które zachodzą w głowę czemu chłopa nie mam, kiedy mieć będę, czy ze mną wszystko w porządku i w ogóle...To właśnie, moim zdaniem, wyjątkowość przyjaźni - nie ocenianie, a raczej akceptacja i zrozumienie ponad wszystko.
Nie neguję powagi i wartości męskiej przyjaźni. W końcu, nie ocenia się tego, czego się nie zna. Protestuję jednak przeciwko traktowaniu kobiecej przyjaźni jako czegoś gorszego, niepełnowartościowego. m2

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz