http://www.flickr.com/photos/elijerma/5764383505/
I była sobie w sobotę babska impreza. Spotkałyśmy się we trzy, jak za dobrych starych czasów. Zaopatrzyłyśmy się w trunki, chipsy, karimatę, śpiwór, świeczki i laptopa, co by nam muzyka zawodziła i rozpoczęłyśmy sabat czarownic. Spotkanie miało miejsce w pustym mieszkaniu, wynajmowanym jeszcze przeze mnie(trzeba było wykorzystać wolną przestrzeń). I zaczęło się:
Faza 1( wino nie otwarte, chłodzi się w zamrażarce):
- rozmowa o tzw. dupie Maryni czyli o niczym konkretnym, coś w stylu jak leci? co tam u Staszka? a jak tam Krzyś?
- muzyka- Kamień Kamień Kamień
-balkon zamknięty, zasłonki zasunięte
Faza 2 (po 2 lampkach wina):
- rozmowa schodzi na tematy bardziej osobiste
- humor zaczyna się poprawiać
-balkon należy otworzyć- jakoś gorąco się nam robi
-w głośnikach ciągle Kamień Kamień Kamień
Faza 3 (nie pamiętam ile lampek wina)
- śmiechy i ogólna głupawka
-balkon otwarty na oścież
- świeczki zapalone
- używanie dziwnych rekwizytów (bobslej, wieszaki itp.)
-zamawianie jedzenia (Pan w słuchawce nie wiedzieć czemu pyta: czy jesteśmy pewne, że takie zamówienie składamy?)
Faza 4 (tym bardziej nie pamiętam jaką ilość alkoholu już spożyłyśmy)
- humory wisielcze
-zmęczenie materiału i ogólne rozbicie
-postanowienia wspólnego wyjazdu
-zwierzenia, zwierzenia i zwierzenia
-zmiana muzyki- you tube i nasze indywidualne upodobania
Faza 5 ( jak wyżej)
- przytulanie, misie pysie i pożegnanie
Faza 6 (poranek)
- kac, niewyspanie i bałagan i smsy o treści: żyjecie?
Pozdrawiam A i K... i do następnego Czarownice:) M1

nadal nie rozumiem dlaczego nie mogłam śmigać bobslejem po schodach na klatce... pozdrawiam A.
OdpowiedzUsuń