http://www.flickr.com/photos/kristinausk/4896822030/
Wracam ja z pracy. Wsiadam do busa. Ścisk jak cholera. Ledwo można głowę obrócić. Czy mi się to podoba, czy nie, muszę się patrzeć tylko i wyłącznie na jedną osobę. Patrzę więc i myślę sobie, niezbyt po chrześcijańsku zresztą: "Ej dziewczyno, włosy byś umyła i uczesała. Tę męską czarną bluzę z siebie zdarła i zaczęła wyglądać jak kobieta, nie lump..." No i patrzę dalej, patrzę, i niby wszystko się zgadza: delikatna cera, której po prostu przydałaby się odrobina podkładu i różu, wydatne kości policzkowe, subtelne usta, ale zaraz chwila, co tu robi ten bardzo wydatny meszek pod nosem, skąd te wielgachne ręce i stopy w gigantycznych butach? I czuję, czuję jak mi się oczy rozszerzają ze zdumienia, a mózg zaczyna pracować na szybszych obrotach, bo otrzymuje sprzeczne informacje i ma ewidentny problem z zaklasyfikowaniem osoby, na którą patrzy do jednej konkretnej płci. Muszę stwierdzić, że do tej pory głowię się nad tym problemem, choć zaczynam jednak coraz bardziej przychylać się do opcji że to jednak był chłopak.
Jak to jest z tą naszą płcią? Czy poza oczywistymi celami np. rozróżnienia służącemu ewentualnej prokreacji, jest to niezbędny wyróżnik, kryterium naszej tożsamości? Dlaczego problem z jednoznacznym określeniem płciowości czy seksualności człowieka budzi niepokój, zdziwienie, a nawet niezgodę? To rodzi kolejne dylematy, bo mówi się przecież "człowiekiem jestem i nic, co ludzkie nie jest mi obce", ale może trzeba to zmienić, uszczegółowić do "nic co kobiece" lub "nic co męskie"? Właśnie, człowiek to brzmi dumnie. ale czy kobieta, mężczyzna brzmią tak samo? A jeśli już drążyć ten temat, to jeśli już mamy problem z rozróżnieniem, to co jest gorsze: bycie męska kobietą czy kobiecym facetem? A może to, o czym teraz piszę żadnym problemem nie jest, a ja tylko szukam dziury w całym, bo mamy przecież czasy uniseksualne, granice się zacierają, kobiety mogą uprawiać męskie zawody, projektanci mody eksperymentują ze spódniczkami dla panów...
Ha, i niby jeden powrót do domu, a tu tyle dylematów, tyle pytań, a odpowiedzi znikąd... m2
Wracam ja z pracy. Wsiadam do busa. Ścisk jak cholera. Ledwo można głowę obrócić. Czy mi się to podoba, czy nie, muszę się patrzeć tylko i wyłącznie na jedną osobę. Patrzę więc i myślę sobie, niezbyt po chrześcijańsku zresztą: "Ej dziewczyno, włosy byś umyła i uczesała. Tę męską czarną bluzę z siebie zdarła i zaczęła wyglądać jak kobieta, nie lump..." No i patrzę dalej, patrzę, i niby wszystko się zgadza: delikatna cera, której po prostu przydałaby się odrobina podkładu i różu, wydatne kości policzkowe, subtelne usta, ale zaraz chwila, co tu robi ten bardzo wydatny meszek pod nosem, skąd te wielgachne ręce i stopy w gigantycznych butach? I czuję, czuję jak mi się oczy rozszerzają ze zdumienia, a mózg zaczyna pracować na szybszych obrotach, bo otrzymuje sprzeczne informacje i ma ewidentny problem z zaklasyfikowaniem osoby, na którą patrzy do jednej konkretnej płci. Muszę stwierdzić, że do tej pory głowię się nad tym problemem, choć zaczynam jednak coraz bardziej przychylać się do opcji że to jednak był chłopak.
Jak to jest z tą naszą płcią? Czy poza oczywistymi celami np. rozróżnienia służącemu ewentualnej prokreacji, jest to niezbędny wyróżnik, kryterium naszej tożsamości? Dlaczego problem z jednoznacznym określeniem płciowości czy seksualności człowieka budzi niepokój, zdziwienie, a nawet niezgodę? To rodzi kolejne dylematy, bo mówi się przecież "człowiekiem jestem i nic, co ludzkie nie jest mi obce", ale może trzeba to zmienić, uszczegółowić do "nic co kobiece" lub "nic co męskie"? Właśnie, człowiek to brzmi dumnie. ale czy kobieta, mężczyzna brzmią tak samo? A jeśli już drążyć ten temat, to jeśli już mamy problem z rozróżnieniem, to co jest gorsze: bycie męska kobietą czy kobiecym facetem? A może to, o czym teraz piszę żadnym problemem nie jest, a ja tylko szukam dziury w całym, bo mamy przecież czasy uniseksualne, granice się zacierają, kobiety mogą uprawiać męskie zawody, projektanci mody eksperymentują ze spódniczkami dla panów...
Ha, i niby jeden powrót do domu, a tu tyle dylematów, tyle pytań, a odpowiedzi znikąd... m2

Pamiętam jak m2 napisała mi sms o tym wydarzeniu z zapytaniem, która opcja lepsza? Uważam, że lepiej być kobiecym facetem...Dlaczego? Bo w dzisiejszych czasach, nie robi to już na nas żadnego wrażenia, a jeśli już, to raczej pozytywne biorąc pod uwagę, mężczyzn robiących karierę w modelingu na całym świecie, a wyglądających jak kobiety. A co z męską kobietą? Niestety wywołuje śmiech zarówno u kobiet jak i u mężczyzn. I znowu faceci mają lepiej...M1
OdpowiedzUsuń