http://www.flickr.com/photos/snapeverything/4812113900/
Ponieważ na kanały telewizorów triumfalnie powróciła Liga Mistrzów, za stosowne uznałam napisanie kilku słów o kobietach oglądających piłkę nożną. Zawsze niepomiernie mnie wkurza, żeby nie napisać gorzej, że czy to przed MŚ, czy ME robione są na wszystkich kanałach reportaże, co też będą robić biedne kobiety, gdy ich mężczyźni będą oglądać mecze... A ja na to: jak to co??? Też będą patrzeć!!! I żeby nie być gołosłowną, to przeprowadziłam swoje prywatne śledztwo i wyszło mi, że jakbym chciała jechać na Euro 2012, to zabrałabym ze sobą więcej koleżanek na kolegów. I uprzedzam ewentualne płytkie uwagi, że jak kobiety mecz oglądają, to tylko po to, by sobie na ciacha popatrzeć... Nie przeczę, że jest to korzyść uboczna, ale zawsze, zawsze, zawsze, przynajmniej w moim przypadku, liczy się tylko gra!!! Jestem kibicem prawdziwym, takim, co to się denerwuje, emocjonuje, jak trzeba wrzeszczy do telewizora, wyzywa sędziów, zawodników, przeklina, krzyczy i skacze do góry z radości lub rzuca przedmiotami ze złości czy też płacze z rozpaczy. Na tym nie koniec, bo oprócz tego mego entuzjazmu, ja naprawdę znam, ba rozumiem zasady gry!!! Podkreślam to, bo jak zaczynam z facetami rozmawiać o piłce, to każdy z nich patrzy na mnie z powątpiewaniem i zadaje sakramentalne pytanie, czy wiem, co to jest spalony? Otóż wiem i mało tego, potrafię go rozpoznać... Musiałam ostatnio spiorunować wzrokiem mojego dyrektora, który raczył być ciężko zaskoczony, że dyskutuję jak równy z równym z kolegą o jakimś meczu i się spieramy się czy był, czy nie było spalonego...
Z drugiej strony, stoję ja ostatnio w jakiejś monstrualnej kolejce w sklepie i wyjątkowo, nie mając słuchawek na uszach, przysłuchuję się rozmowie stojących przede mną mężczyzn. Gwoli ścisłości byli oni obaj dojrzali, na pewno po 40... Przysłuchiwałam się im ze zdumieniem, bo oto omawiali oni odcinek "Prosto w serce" z poprzedniego dnia... I mówi jeden do drugiego, że ta Monika to się całowała z Arturem, ale myślała, że to nie on i ta Konstancja, to jest wredna i zazdrosna i się umawia z Rafałem,co to jest zakompleksiony, a ten młody Kuba, to ma zawód miłosny i zaczyna się chyba zakochiwać w koleżance Moniki, która jest o niego dobre 10 lat starsza, jak nie więcej... A ja słucham tego z niedowierzaniem i staram się schować twarz w szalik, co by nie było widać mojego głupawego uśmiechu. I bynajmniej nie kpię, ani nie wyszydzam owych mężczyzn, bo ta wymiana serialowych wiadomości cudna była i przeurocza. To zdarzenie jednak dało mi, kobiecie wyzwolonej, będącej całym sercem za szeroko rozumianym równouprawnieniem, wiele do myślenia. Jak to bowiem jest, że wkurza mnie to, że nie traktuje się mnie poważnie jako kibica piłkarskiego, a ja sama z zaskoczeniem przyjmuję to, że dwóch facetów może debatować o teoretycznie babskim serialu. Czy w dzisiejszych, bardzo metroseksualnych czasach, możemy w ogóle jeszcze mówić o czymś, że jest tylko babskie lub męskie? I jeśli odpowiemy na to pytanie "nie", to czy należy stwierdzić, że doszło do zamiany ról, czy tylko pozacierania się granic pomiędzy płciami? m2

Tak , tak Lech Poznań dzisiaj wygrał 1:0... Jestem kobitką i lubię piłkę nożną, zawsze lubiłam - efekt wychowywania się ze starszym bratem i jego kolegami... zawsze stałam na bramce - jak piłka leciała zamykałam oczy:D piękne czasy...:D
OdpowiedzUsuńBuziaki drogie robaczki - pozdrawiam Kumluś:D
Ja tylko pamiętam jak grałyśmy z Misiem w pseudo rugby za blokami:P siniaków było zatrzęsienie:P A co do piłki nożnej muszę przyznać chcoć wcale nie z jakąś dumą znam się na niej lepiej niż mój mężczyzna, ale gigantyczną fanką nie jestem:)M1
OdpowiedzUsuńMoim zdaniem nie przesadzał bym z tym zacieraniem granic, bo one są i niech będą. Jestem jak najbardziej za równouprawnieniem ale przeciwny zamiany ról! Ł.
OdpowiedzUsuń