http://www.flickr.com/photos/frederikvanroest/3842334310/
Tak, jestem z miasta, choć nie wiem, czy to widać, słychać i czuć. Miasto to niewielkie, bo 18 tysięczne, więc drapaczy chmur, gigantycznych domów handlowych i miejsc ludzkiej uciechy (mam na myśli puby, kawiarnie, kina, teatry itp.) wcale lub jak na lekarstwo. Na szczęście lub na nieszczęście do metropolii łódzkiej rzut beretem i człowiek spragniony wrażeń może w każdej chwili uskutecznić wypad do miasta przez wielkie M. Reasumując nie jest źle, ale... no właśnie, ale ciągnie mnie na wieś. Do natury, do ciszy, do spokoju. Może, to starość puka do drzwi lub dojrzałość, jak kto woli. Nie potrafię chyba zrozumieć mentalności typowego mieszczucha. Drażni mnie to podglądanie, nasłuchiwanie i komentowanie życia innych ludzi, bo przecież o zwykłym takcie i dyskretnym zachowaniu wszyscy zapomnieli. Nie ma się czemu dziwić, takie czasy nastały. Idąc więc codziennie do sklepu zostaję od progu zbombardowana gradem informacji, których notabene, wcale nie potrzebuję do egzystowania, a także jestem proszona o udzielenie paru odpowiedzi na pytania w stylu: a Pani, to jeszcze studiuje? a pracuje tam gdzie wcześniej? a to narzeczony był czy kolega, co Panią podwiózł, tak późno do domu? Odpowiadam zatem wymijająco lub udaję, że nie usłyszałam pytania i robię swoje. Za moje zachowanie na pewno zostałam już nie raz obgadana i ukamienowana niecenzuralnymi słowami. Pal sześć, jeśli to są tylko słowa, gorzej jeśli spotykam się również z czynami jak np. porysowaniem mojego samochodu. Wtedy wyzwalają się we mnie najgorsze instynkty i mam ochotę uszkodzić tego czy owego!!!
Zatem postanowione, latem przeprowadzamy się na wieś. Całkiem niedaleko, można by rzec tuż za rogiem, ale to już wieś.. Więc te parę miesięcy z podrywającym mnie sąsiadem, pijakami w klatce obok i nieodpowiedzialnymi właścicielami czworonogów wytrzymam, a później to już tylko sielanka.
PS. I żeby nie było, wszem i wobec informuję, że uważam moje rodzinne miasto za przyjemne miejsce do życia, porównując z Łodzią, w której mieszkałam rok Konstantynów jest rewelacyjny, ale cóż ja biedna poradzę kiedy do natury moi drodzy, do natury mnie wzywa mój wewnętrzny głos... A jak to jest z Wami? Miasto czy Wieś? M1
PS. I żeby nie było, wszem i wobec informuję, że uważam moje rodzinne miasto za przyjemne miejsce do życia, porównując z Łodzią, w której mieszkałam rok Konstantynów jest rewelacyjny, ale cóż ja biedna poradzę kiedy do natury moi drodzy, do natury mnie wzywa mój wewnętrzny głos... A jak to jest z Wami? Miasto czy Wieś? M1

Wieś. Definitywnie, bezapelacyjnie wieś! ;) Bo gdzie indziej można latem wyjść na golasa na dwór, przeciągnąć się i z tej okazji nie wylądować na aleksandrowskiej za ekshibicjonizm ? ;) O tym marzę, tak mogę robić tylko na działce, na wsi. Konstantynów to piękne miasto, w którym bardzo dużo się zmieniło ostatnimi czasy. Na lepsze się zmieniło. I nigdy, przenigdy nie zamieniłbym go na łódź.
OdpowiedzUsuńpozdro M'ki ;)
Ja tam stwierdzam, że najlepsze są rejony przygraniczne. :)
OdpowiedzUsuńNajważniejsze, aby własny domek i ogródek był :)
Droga M1 mam rozumieć, że pokoik na strychu w twoim domku na wsi czeka na mnie????:D Wpadne od czasu do czasu poopalać się, może jakiś sabacik się urządzi??:D buziaki A.
OdpowiedzUsuńJa również wolę wieś :) Konstantynów kiedyś działał na mnie odpychająco właśnie przez to, że tam wszyscy się znają, wszyscy o wszystkich wiedzą, idzie sie ulicą babcie mówią do Ciebie po imieniu wiedzą czyją córka jesteś a Ty patrzysz na nie i myślisz "kto to kurcze jest". Od kiedy jednak mieszkam w Łodzi a trwa to juz drugi rok tak naprawde tu czuje się jak w więzieniu, w klatce, osamotniona w dziczy :)Niby metropolia, kiny, teatra, centa handlowe puby itp a dla mnie to pustynia pozbawiona duszy i serca, tu jestem niczym w kajdanach... Więc moim postanowieniem jeste wrócić tam gdzie nie ma krat :)
OdpowiedzUsuńT...a
A ja się pytam czy na wsi nie ma sąsiadek? Czy w sklepie Cię nie znają? Ja się przeprowadziłam na wieś i idąc na spacer muszę się każdej ciotce ukłonić a ona już wie, że do szkoły nowej poszłam, że syn ma wciąż kolki i że pomidorowa na obiad była. Fakt, wieś ma wiele plusów ale na pewno jednym z nich nie jest brak ludzkiej ciekawości
OdpowiedzUsuńSannasa zgadzam się, że wścibskość jest wszędzie choć na wsi mam zdecydowanie większą przestrzeń, na której czuje się niekontrolowana i swobodna niż w blokowisku, gdzie za przeproszeniem już beknąć nie można czy spuszczać wody w toalecie w nocy bo sąsiadka budzi się gdy woda w rurach głośniej płynie. Wiadomo, że od ludzkiej ciekawości się nie ucieknie, ale można ją chociaż troszkę zniwelować:)M1
OdpowiedzUsuńZałóż swój dom gdziekolwiek:) jeśli będziesz szczęśliwa- spełniona, mocna, znająca swoją wartość:)małe niedogodności nie będą miały znaczenia. Oczywiście miasto, miasteczko czy wieś, to są absolutnie indywidualne preferencje i wybory. Wydaje mi się, że jest to sfera naszej psychiki- to co małe można ogarnąć, zabezpieczyć- nic bardziej mylnego:0. Praktyczny zaś wymiar- ze wsi wszędzie daleko- a tu dłuuuuga jesień:) po niej śnieżna zima:)przedwiośnie i późna wiosna- wreszcie!!! a tu taka deszczowa i lato bez sensu:)?!małe dzieci, zawistni sąsiedzi, nie ma zasięgu:(. Co Wy na taki scenariusz???- EwaJ
OdpowiedzUsuńufff, dziękuję za powyższy komentarz. już się bałam, że ja jedna mam coś nie tak z głową i że tylko ja dostrzegam same minusy życia na wsi. muszę przyznać, że jestem typowym mieszczuchem, choć preferuję styl "małomiejski". ważna jest też jedna rzecz, o której nikt dotąd nie napisał: najlepiej dla człowieka i jego psychicznego zdrowia jest mieszkać gdzie indziej i pracować gdzie indziej. wiem to z własnego doświadczenia. muszę, co prawda, poświęcać co dzień około 2 godzin na dojazdy, ale za to nikt, jak już się zdarzało, nie ściga mnie samochodem po mieście, by porozmawiać ze mną o sprawach służbowych albo nie plotkuje w poniedziałek o fasonie majtek, które kupiłam w sobotę na rynku... a prawda jest i tak taka, reasumując te rozważania, że tam dobrze, gdzie Tobie najlepiej i złotego środka, choćbym nie wiem jak bardzo starali się o to wszyscy stoicy świata, nie będzie... m2
OdpowiedzUsuńdzieci jeszcze nie mam, a jak będą, to myślę, że zdecydowanie lepiej dla nich, żeby mogły przebywać jak najwięcej na zielonych łąkach niż w betonowej dżungli, jeśli zaś chodzi o zawistnych sąsiadów o ile takich będę miała to za płotem, zasięg jest, internet i wszelakie wygody, a co do pogody hmm więcej czasu i okazji do pisania:) może w końcu książka powstanie:) Oczywiście zgadzam się Pani Ewo, że indywidualne preferencje tylko i wyłącznie mają tu znaczenie, ale właśnie o takowych pisałam. Pozdrawiam i do szybkiego zobaczenia M1
OdpowiedzUsuńZdecydowanie Wieś.Taka wieś tętniąca życiem zgodnie z prawem natury, choć czasem okrutnym, ale jedynym prawdziwym:)
OdpowiedzUsuń