http://www.flickr.com/photos/segozyme/3105128025/
Długo się biłam z myślami, zanim usiadłam i zaczęłam pisać tego posta. Bo problem nie jest łatwy, a ja nie jestem należycie obiektywna, by móc go odpowiednio omówić. Jednak myślę już od nim od dłuższego czasu i pora chyba najwyższa, by to w końcu zwerbalizować...
Rozmawiałam kiedyś z jednym z moich nauczycieli. Była to rozmowa prywatna, a ja już od dość dawna nie była uczennicą, więc mogliśmy mówić ze sobą jak, mniej więcej, równy z równym. I wtedy ta osoba, swoją drogą zadeklarowany związkowiec i działacz opozycyjny w czasach komuny, spytała mnie o moje pokolenie - kim wy jesteście, czego chcecie, czym się kierujecie... I zdębiałam, autentycznie zdębiałam i pamiętam, że zapadła wtedy dość długa cisza, bo nie wiedziałam, co mogę odpowiedzieć. Czy my mamy jakiś wspólny cel? Ideę, która nas łączy? Pisząc nas mam na myśli pokolenie urodzone w latach 80., wychowane i wykształcone już w niepodległej Polsce, dla którego komuna jest mglistym wspomnieniem (dla mnie to np. chodzenie na katechezę do salki przy kościele) i będące teraz mniej więcej przed 30... Zmuszona jestem powiedzieć, że nie mamy czegoś takiego, żadnego światłego celu, który by nam wszystkim oświetlał drogę życia i prowadził ku temu, do czego dojść pragniemy. Pojawiają się pomysły, by nas nazwać, określić, że wspomnę chociaż o idei pokolenia JPII, ale jakkolwiek można ją uznać za szlachetną, to na bank nie wszyscy się pod nią podpiszą. To co mi przychodzi do głowy, co mogłoby nas określić, nazwać, to raczej nasz sposób życia. Z moich subiektywnych odczuć i obserwacji wynika, że jesteśmy pokoleniem pracoholizmu i znerwicowania. Nie mamy jeszcze 30 lat, a ciągle się gdzieś spieszymy, gonimy, biegniemy. Za życie towarzyskie wystarcza nam komputer i portale na fb itp. Gdy nadchodzi weekend padamy na twarz i myślimy tylko o tym, by te dwa wolne dni przespać. Natomiast tik nerwowy wywołuje w nas brak telefonu komórkowego, który stał się naszą trzecią ręką. Nie możemy bez niego żyć, bez wysłania dziennie kilkudziesięciu smsów, bez możliwości wpisania sobie kolejnego ważnego terminu w przypominajkę, bez możliwości zadzwonienia tam gdzie akurat trzeba. Jesteśmy pokoleniem mp3, ze słuchawkami w uszach, dzięki którym odgradzamy się od świata i zamykamy we własnym, tym z naszą muzyką, jasno dając innym do zrozumienia, że nie chcemy z nimi rozmawiać. Wychowaliśmy się w świecie, gdzie wszystko jest dostępne, w świecie hipermarketów i promocji. Na sztandarze naszego pokolenia powinny być wypisane trzy prawdy naszej wiary: kapitalizm, konsumpcja i komercja. Jesteśmy uczestnikami, organizatorami i jednocześnie sędziami wyścigu szczurów...
A teraz napiszę, no i co z tego??? Dlaczego, to miałoby się komuś nie podobać? Czy to nie oczywiste, że tacy właśnie jesteśmy? Jakim prawem oskarża się nas, o coś, co nie jest naszą winą... Nie jesteśmy pokoleniem 0, nie jesteśmy pokoleniem nic. O jasne, wszyscy opozycjoniści, bojownicy itd., pewnie są oburzeni, zniesmaczeni, bo gdzie w tym cel, wielkość i nadzwyczajność. A ja pytam, czy nie o to walczyli? O to, że my, dorastając w świecie po 89, nie musimy za swój główny cel uważać walki o kraj. Na litość boską, jesteśmy bodaj pierwszym pokoleniem od 1772 r., na którym nie spoczywa obowiązek poświęcania się dla dobra Polski, tworzenia konspiracji, cierpienia dla milionów, organizowania powstań i strajków. Po co miałabym teraz skakać przez jakieś ogrodzenie, pisać piosenki o zwalaniu murów? Gdyby Baczyński nie musiał z hitlerowcami walczyć i zginąć w powstaniu, tylko mógł żyć w wolnym, stabilnym i spokojnym kraju, nie pisałby wierszy o krwi na rękach, zabijaniu i umieraniu. A Mickiewicz, gdyby nie zabór rosyjski, to by pisał w kółko o swych miłostkach i romansach, a nie kombinował w swych utworach jak tu poetycko i to będąc na emigracji, kraj wskrzesić... Czy nie o to właśnie chodziło naszym bardom, wieszczom, powstańcom i żołnierzom, żebyśmy my nic nie musieli, a tylko mogli i to mogli sami wybierać, co ma być naszym celem? Jesteśmy super pokoleniem, pokoleniem szczęściarzy, bo naszym problemem jest absorbująca praca, niska pensja, zmęczenie... Jak się to komuś nie podoba, jak my się nie podobamy, bo nie dostrzega w nas potencjału i widzi w nas upadek narodu i jego zepsucie, to niech się spakuje i leci do Egiptu i Tunezji... My sobie posiedzimy przed komputerem lub tv, poodpoczywamy trochę i od nowego tygodnia ruszymy znów do NASZEJ walki w biurach, korporacjach, urzędach itd. Walki o NASZE życie przede wszystkim. Nie mówię tu o egoizmie, braku odpowiedzialności i byciu błękitnymi ptakami. Nie chodzi mi o to, że nic nie musimy, ale raczej o to, że nie ma na nas presji, ciśnienia, byśmy swe życie złożyli na ołtarzu ojczyzny. Bo, wg mnie, jesteśmy, a i co mi tam, niech to zabrzmi pompatycznie, pokoleniem potencjału i możliwości, bez przymusu i narzuconego z góry przez historię celu i obowiązku... m2

Podoba mi się Twoja wypowiedź. Wyrażasz w niej wszystko, co może czuć świadomy, myślący i refleksyjnie patrzący na świat i życie przedstawiciel Twojego pokolenia. Wiesz, ja "załapałam" się jeszcze do generacji Solidarności, walki, studenckich strajków, stanu wojennego, do pokolenia myślącego romantycznie i buntowniczo Ale takie były czasy i okoliczności, takie wyzwania. Czy to szczęście urodzić się w ciekawych i wymagających czasach?
OdpowiedzUsuńTrudno powiedzieć... Ale czasy dojrzewania Twojego pokolenia nie są mniej ciekawie. Stawiają tylko przed Wami inne wyzwania. Myślę,że dużo trudniejsze:
Jak się nie dać tej konsumpcji, komercji i kapitalizmowi, jak nie oszaleć, jak ocalić swoje człowieczeństwo, indywidualizm. To są czasy wymagające również wyborów. I wiesz, paradoksalnie wygrani to ci, którzy umieją rezygnować, powiedzieć STOP, albo mają odwagę przyznać- JA NIE MUSZĘ TEGO MIEĆ. Czy to łatwiejsze od walki na barykadach?
A w ogóle to z zainteresowaniem i przyjemnością czytam Twoje zapiski.
Pozdrawiam.
"gdzie jest moja rewolucja czy mam czekac z nią do jutra?"- cytując M. Sadowską zastanawiam się jak długo potrwa ten nasz luksus wolności, przerwa od patetycznych i wzniosłych haseł? Obserwując, to co się dzieje dookoła mnie obawiam się, że tak naprawdę nie będziemy musięli długo czekać. Może, nie umiemy żyć spokojnie, może nieustanna walka tak mocno zespolila się z naszą tożsamością, że zawsze będziemy dążyli do rewolucji? m1
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że się wtrącę, ale ponieważ Blog został upubliczniony na FB poczułam się uprawniona. Przeczytałam te bardzo dramatyczną wypowiedź, sfrustrowanego rocznika 80 i pozwolę sobie zapytać. Czy wszystko w Polsce zostało już zrobione? Czy nie ma pijanych na chodnikach, śmierdzących kamienic, bezrobotnych. Budowanie dobrobytu winno być celem pokolenia lat 80tych. Stworzenia z Polski kraju najbogatszego w Europie, a Europy wspólnym domem. Kontynentem, który jest partnerem dla Ameryki i innych stron świata. Praca dla poprawienia warunków życia w krajach trzeciego świata i likwidacja ubóstwa. Skoro macie już wolność moi drodzy, to nic Wam nie przeszkadza w pokazaniu, co naprawdę warci są młodzi Polacy. Powodzenia
OdpowiedzUsuńA propos tego dekalogu. Zamieszczonego tu powyżej. To chciałam powiedzieć, że to zawsze mój mąż musiał równać do mnie a nie odwrotnie. Z przyjemnością pracowałam, prowadziłam dom, wychowywałam syna, działałam społecznie i politycznie i kochałam się. I nie widzę w wielowymiarowości nic złego. Życie pełnią, wypełnienie życia treścią, uchroni Cię przed spaniem cały weekend.
Mickiewicz jest wielki nie dlatego, że Polska była w niewoli, lecz dlatego, że był genialnym twórcą.
Walka z komercją, otwarty umysł, racjonalizm ale i miłosierdzie. Opór dla znieczulicy. Poświęcanie czasu, tym których kochamy. Uczciwość. Nadzieja! Banalne? Jasne, ze tak, ale mimo tego niezmiennie trudne od stuleci. Móc z pełną uczciwością podpisać się pod takimi określeniami to byłoby coś.
OdpowiedzUsuń