Jaka pogoda jest, każdy widzi, a co najgorsze odczuwa. Nie lubię jesieni, nie lubię zimy. Postanowiłam jednak wyjść na przeciw aurze i zabrałam się do czytania książki Elisabeth Rynell " Hohaj". Podobno w Szwecji owa książka stała się bestsellerem więc jak na porządny bestseller przystało doczekała się swojej ekranizacji pt Kraina Śniegu. Filmu nie widziałam. Książkę przeczytałam.
Jakie są moje odczucia, wrażenia po Hohaj'? Przede wszystkim jest to książka dla tych, którzy kochają smutne powieści. Bowiem każdy kolejny rozdział masakrował mnie wewnętrznie i kiedy myślałam, że gorzej być nie może, autorka zaskakiwała mnie dodatkową porcją cierpienia bohaterów. Oczywiście są przebłyski, prześwity szczęścia, ale przeważnie dzieją się latem, a jak wiadomo w Skandynawii lato skąpe i ubogie.
Czy głównym bohaterom tj. Aronowi mężczyźnie z przeszłością, samotnikowi, wędrowcowi, uda się zatrzymać na dłużej w Hohaj?, Czy Ina wyzwoli się od ojca tyrana? Czy po śmierci ukochanego męża można dalej żyć? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w powieści. Ja ze swojej strony dodam tylko tyle, że książka napisana jest niemalże poetycko i styl ten w żaden sposób nie odstrasza czytelnika( przyznam, że denerwują mnie takie powieści zazwyczaj). Powieść czyta się naprawdę dobrze, choć radzę przygotować sobie paczkę chusteczek. O mały włos zapomniałabym napisać o zimie...Cóż zima w Hohaj to prawdziwa, długa zima. Zima, która warunkuje sposób życia, ale także sposób postrzegania świata...Zima, którą czujemy przez całą powieść.
Po przeczytaniu książki zadzwoniłam do Joanny ( ona pożyczyła mi Hohaj) :
Ja: Aśka na najbliższy rok mam smutnych książek po kokardy!!!
Aś: Ale przyznaj, że piękna.
Ja: Bardzo...
Podsumowując, jeśli lubicie od czasu do czasu posmucić się i wylać wiadro łez, to z czystym sumieniem polecam Hohaj. M1

coś słyszałam podobno SUPER sięgnę
OdpowiedzUsuń