Idę do bankomatu. Spotykam koleżankę z byłej pracy. No i takie pitu pitu, co tam u Ciebie, co u innych. Wymieniamy się ploteczkami i już mamy się rozstać, gdy pada sakramentalne pytanie: a kiedy Twój ślub, kiedy dzieci? Uwielbiam, wręcz ubóstwiam, jak osoba, która widzi mnie pierwszy raz od bardzo dawna, bez żadnego skrępowania od razu wchodzi z buciorami w moje życie. Ja też jestem głupia, bo powinnam zbyć takie pytanie jakimś trzpiotowatym chichotem, że no chciałabym i w ogóle, myślę o tym, ale jeszcze poczekam. A ja zawsze, po części z przekonania, a po części z wrodzonej przekory, odpowiadam, że ślub mnie nie interesuje, a dzieci mieć nie chce. No i wtedy się zaczyna litania: ale jak to, ale no przecież Bóg-Mąż-Rodzicielstwo, kobietą jesteś w matkę się obrócisz, ku chwale Ojczyzny... Wychodzi na to, że będąc dorosłą kobietą nie wiem, o czym mówię, za to lepiej ode mnie wiedzą to inni. I zawsze mi udzielają rad życiowych, że przecież się przekonam, że muszę i na pewno zmienię zdanie. Znajoma spotkana pod bankomatem zapewniała mnie, że macierzyństwo nie tylko uczyni ze mnie lepszego człowieka, ale że będę się także lepiej w pracy realizować. To znaczy, że po nic kończyłam kursy, studia podyplomowe? Że wystarczyło zajść w ciążę? Takie stygmatyzowanie, twierdzenie, że kobieta w pełni wartościowa to tylko ta, która jest matką, jest szkodliwe i krzywdzące. .
Nie będę tu składała deklaracji, że nigdy przenigdy. Mam nadzieję, że żadna z matek, która przeczyta tego posta się nie obrazi. Nie mogę jednak zdzierżyć tego, że wszystko, co dotąd zrobiłam, co osiągnęłam dla większości ludzi, nie liczy się, bo nie urodziłam dziecka. I nie mogę zdzierżyć także tego, że każdy w związku z tym, ma prawo włazić mi w moje życie z buciorami i udzielać złotych porad. Pewnie powinnam się zdystansować, podejść do tego z humorem, nie traktować poważnie. Pewnie tak, no ale ile można? Ile można? m2

Może też zadawaj niedyskretne pytania? A mąż nadal Cię zdradza? Nadal mieszkacie u teściów? Czy to prawda, że nie masz pracy, bo masz dziecko, i jesteś na utrzymaniu męża? A ten kredyt na mieszkanie to na ile lat, czterdzieści? Ooo, kochana, ja to bym nie ryzykowała.
OdpowiedzUsuńItd.
Czy tylko na temat męża i dzieci można być niedyskretnym? Przeciągnijmy dalej tę granicę! A co!
Meg B.
:)
Dobry pomysł. Miałam kiedyś spytać upierdliwego kuzyna, kiedy i w jakiej pozycji będzie płodził drugie dziecko. No ale ugryzłam się w język. Ech to dobre wychowanie.
OdpowiedzUsuńFajny pouczający post, nie przejmuj się mam te same problemy co ty, ale staram się to olewać równo dzięki temu jeszcze żyję :D, głowa do góry nie daj się tym wszechwiedzącym, co to nie mają nic lepszego do roboty tylko doradzać innym.
OdpowiedzUsuń