wtorek, 27 sierpnia 2013

z buciorami

http://www.flickr.com/photos/31379873@N00/413715349/in/photolist-Cypag-CJ97T-DcDEW-DAX3g-DD6C8-DY5BX-F7FJu-FQSSz-H146a-28dPXb-2gme8R-2CZX7r-2WFDRi-346iSA-3cf7N2-3hrw27-3wJYvB-3Ak69A-41iHTC-44k7Q4-44p5cW-4eLbnu-4eLbow-4iCKzU-4o3bur-4qv8qW-4s94P6-4surfX-4surfZ-4surg6-4tXP9X-4wmB2o-4yPkip-4zKyLv-4Az5Zw-4BRmMa-4Fc4wv-4Gyi5V-4J6UTL-4LAUvX-4Rof1B-4RHvoL-4S7d7u-4Sh3WP-4SiGC7-4U71JA-4VkfHB-4YeJxG-55xZQG-55Qo9s-5956F1

Idę do bankomatu. Spotykam koleżankę z byłej pracy. No i takie pitu pitu, co tam u Ciebie, co u innych. Wymieniamy się ploteczkami i już mamy się rozstać, gdy pada sakramentalne pytanie: a kiedy Twój ślub, kiedy dzieci? Uwielbiam, wręcz ubóstwiam, jak osoba, która widzi mnie pierwszy raz od bardzo dawna, bez żadnego skrępowania od razu wchodzi z buciorami w moje życie. Ja też jestem głupia, bo powinnam zbyć takie pytanie jakimś trzpiotowatym chichotem, że no chciałabym i w ogóle, myślę o tym, ale jeszcze poczekam. A ja zawsze, po części z przekonania, a po części z wrodzonej przekory, odpowiadam, że ślub mnie nie interesuje, a dzieci mieć nie chce. No i wtedy się zaczyna litania: ale jak to, ale no przecież Bóg-Mąż-Rodzicielstwo, kobietą jesteś w matkę się obrócisz, ku chwale Ojczyzny... Wychodzi na to, że będąc dorosłą kobietą nie wiem, o czym mówię, za to lepiej ode mnie wiedzą to inni. I zawsze mi udzielają rad życiowych, że przecież się przekonam, że muszę i na pewno zmienię zdanie. Znajoma spotkana pod bankomatem zapewniała mnie, że macierzyństwo nie tylko uczyni ze mnie lepszego człowieka, ale że będę się także lepiej w pracy realizować. To znaczy, że po nic kończyłam kursy, studia podyplomowe? Że wystarczyło zajść w ciążę? Takie stygmatyzowanie, twierdzenie, że kobieta w pełni wartościowa to tylko ta, która jest matką, jest szkodliwe i krzywdzące. .
Nie będę tu składała deklaracji, że nigdy przenigdy. Mam nadzieję, że żadna z matek, która przeczyta tego posta się nie obrazi. Nie mogę jednak zdzierżyć tego, że wszystko, co dotąd zrobiłam, co osiągnęłam dla większości ludzi, nie liczy się, bo nie urodziłam dziecka. I nie mogę zdzierżyć także tego, że każdy w związku z tym, ma prawo włazić mi w moje życie z buciorami i udzielać złotych porad. Pewnie powinnam się zdystansować, podejść do tego z humorem, nie traktować poważnie. Pewnie tak, no ale ile można? Ile można? m2

3 komentarze:

  1. Może też zadawaj niedyskretne pytania? A mąż nadal Cię zdradza? Nadal mieszkacie u teściów? Czy to prawda, że nie masz pracy, bo masz dziecko, i jesteś na utrzymaniu męża? A ten kredyt na mieszkanie to na ile lat, czterdzieści? Ooo, kochana, ja to bym nie ryzykowała.

    Itd.
    Czy tylko na temat męża i dzieci można być niedyskretnym? Przeciągnijmy dalej tę granicę! A co!

    Meg B.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobry pomysł. Miałam kiedyś spytać upierdliwego kuzyna, kiedy i w jakiej pozycji będzie płodził drugie dziecko. No ale ugryzłam się w język. Ech to dobre wychowanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny pouczający post, nie przejmuj się mam te same problemy co ty, ale staram się to olewać równo dzięki temu jeszcze żyję :D, głowa do góry nie daj się tym wszechwiedzącym, co to nie mają nic lepszego do roboty tylko doradzać innym.

    OdpowiedzUsuń