czwartek, 18 października 2012

chora na służbę zdrowia

 http://www.flickr.com/photos/m4tik/6243234085/

Oto kolejny dowód na to, że aby się leczyć, trzeba mieć końskie zdrowie, przede wszystkim psychiczne albo mieć ze sobą pudełko granatów lub inny rodzaj broni palnej/ wybuchowej pod ręką:
Dwa miesiące temu zapisałam się telefonicznie na wizytę kontrolną do lekarza specjalisty, u którego leczę się już od kilku lat. Termin został wyznaczony. Dzięki pracującej w szpitalu obok poradni mamie dowiedziałam się, że zmienił się sposób wyciągania kart, więc postanowiłam zjawić się na miejscu pół godziny wcześniej. Ów nowy system polega na tym, że przy wejściu zamontowano panele elektroniczne z dotykowym ekranem. Trzeba kliknąć jedną z trzech opcji określających cel wizyty, po czym automat wypluwa, i tu nie żartuję, numer do kolejki. Na wielkim ekranie, prawie jak na wyścigach konnych, widniały numery okienek, do których kolejno przydzielani byli posiadacze kwitka. Zerknęłam na swój 307 nr i na wyświetlony dopiero co 273 i zazgrzytałam zębami. Okienek było pięć, więc pomyślałam, że jakoś to będzie. Po pięciu pierwszych minutach komputer w jednym ze stanowisk padł, w drugim pani zrobiła sobie przerwę. Dojście od numera 273 do 307 trwało ponad pół godziny. Pani w okienku komputerowo wyciągnęła mi kartę, a po zeskanowaniu mojego dowodu wydała mi imienną kartę pacjenta. Owo coś jest plastikowe, posiada chip i ma zapewne świadczyć o tym, że służba zdrowia wchodzi w XXI wiek. 
Pominę szczegóły mego czekania w kolejce do lekarza. Napomknę tylko, że będąc trzecią w kolejce, weszłam do gabinetu po 2 godzinach czekania. Sama wizyta przebiegła dość bezproblemowo. Termin kolejnych konsultacji został wyznaczony i tu niespodzianka, oprócz tego, że pani doktor zapisała ją do swego kalendarza papierowego i komputerowego, wręczyła mi także notatkę, z którą miałam się zgłosić do rejestracji, by i w ichniejszym systemie wizyta ta została wprowadzona. Po dwóch godzinach tkwienia w poradni wróciłam do rejestracji i do automatu za biletami. Wylosowałam numerem 576 przy aktualnym 544. Zaiste, rodzice wychowali mnie wzorowo, bo tylko dzięki wpojonym przez nich zasadom nie zaczełam bluzgać na czym świat stoi. Dacie wiarę? Automaty z biletami, ekrany plazmowe, karty chipowe, a do wszystkich diabłów, przesłanie wiadomości z gabinetu lekarskiego do rejestracji jest niemożliwe!!! Co za dziadostwo! Co za gówno!!! Co za...!!!
Po kolejnych 25 minutach w kolejce i załatwieniu wszystkich formalności w końcu wyszłam z poradni i po w sumie prawie  5 godzinach (włączam dojazd) udało mi się wrócić do domu. Nie mam już siły się pieklić. Nie mam siły na żadną puentę. Napisze tylko: k...a mać. m2

2 komentarze:

  1. zdaję sobie sprawę, że to wcale zabawne nie jest, ale i tak uśmiałam się do łez i uważam, ze post jest świetny! :)

    M.K. :D:D

    OdpowiedzUsuń