wtorek, 20 marca 2012

"wszystkie dzieci nasze są"



Każdy, kto mnie zna wie, że miłośniczką dzieci to ja nie jestem. Jednak w tym poście chciałabym napisać kilka słów w ich obronie...
Oglądałam ostatnio dokument o małych miss. Dziewczynki od najmłodszych lat wożone są po świecie i wystawiane, wręcz jak rasowe psy, czy koty, na zawodach. Oszalali rodzice, niestety zazwyczaj matki, malują je, doklejają sztuczne rzęsy, tipsy, robią trwałe, by córeczkę upiększyć. Zatrudniają trenerów od wszystkiego, którzy wpajają im, że cel uświęca środki, że muszą być najlepsze i robić wszystko, by pokonać inne. I widziałam dziewczynkę, która na kilkugodzinnym treningu ze zmęczenia popłakała się i zwymiotowała w toalecie, a jej matka wytarła jej tylko buzię i kazała dalej ćwiczyć.
Ludziom się we łbach i w dupach poprzewracało. To chyba wina dobrobytu, co jest o tyle paradoksalne, że przecież mamy kryzys. Bo kto słyszał, żeby przed komunią iść z dziewczynką do kosmetyczki na tipsy i do solarium po lekką opaleniznę? Że o sukience z Paryża, czy bryczce zaprzężonej w białe kuce (widziałam na własne oczy), którą dziecko podjeżdża pod kościół, nie wspomnę. I ja naprawdę nie mam zamiaru się wymądrzać, ale po pięciu latach pracy w szkole wiem i widzę codziennie, jak wielką krzywdę mogą rodzice robić swoim dzieciom. I to zarówno nadopiekuńczością, jak i całkowitym olewactwem.
I tak puentując mojego posta, myślę sobie, że chociaż nie miałam oryginalnej lalki Barbie, ciuchy mama kupowała mi na lokalnym ryneczku, a do fryzjera poszłam pierwszy raz w życiu po, nie przed komunią, to miałam szczęśliwe dzieciństwo. A te biedne wypacykowane dziewuszki, które napędza ambicja rodziców, zamiast przyjaciółek mają rywalki, a zamiast dzieciństwa właśnie potwornie zniekształcone dorosłe życie. m2

2 komentarze:

  1. Trochę powierzchowne te diagnozy, nie mam pewności, czy istnieje związek między jednym a drugim. To był program o wyborach "małej miss" w Polsce?

    OdpowiedzUsuń
  2. wybory miss były w Stanach, historia z komunią z Polski. oczywiście, że to powierzchowne, bo nie jestem psychologiem, ani socjologiem. m2

    OdpowiedzUsuń