czwartek, 19 stycznia 2012

intymność

 http://www.flickr.com/photos/teban32/1551893960/

Czy przyjaźń powinna, może mieć granice? Stawiam to pytanie, bo kwestia ta nurtuje mnie już od jakiegoś czasu. Muszę się przyznać, że ja mam problem z tzw. rozmowami intymnymi. Wynika to z mojej bardzo bujnej wyobraźni, która podsuwa mi adekwatne obrazy do opowiadanej historii, ale bardziej chyba z wrodzonej... pruderii. Tak, tak, nie mylicie się, ja, m2, ta szorstka, brutalnie szczera, wyszczekana i co tam jeszcze chcecie, pierwsza i niepodważalna pieniaczka tego bloga, bywa pruderyjną panienką. Nie wstydzę się do tego przyznać. Wiem, że moja niechęć wynika z tego, że w moim domu o tych sprawach się po prostu nigdy nie rozmawiało. Nie mam tu, broń Boże, pretensji do rodziców. Oni nie tyle wpoili mi tę pruderię, co raczej odziedziczyłam ją w genach, wyssałam z mlekiem matki itp. Ale, ale, nie będę tu się teraz rozliczać ze swoim dzieciństwem.
Problem jest następujący, jak ktoś z takim stosunkiem do rozmów intymnych, ma się zachować, gdy najbliższa jej osoba, chce się z tej sfery swego życia zwierzyć? Na ile ja powinna być wyrozumiała, otwarta, czy też do jakiego stopnia lub którego momentu powinna czuć się niezręcznie, kontynuując taką rozmowę, by wesprzeć przyjaciółkę? Gdzie jest granica, którą należy postawić, granica między empatią, zrozumieniem, a co tu dużo mówić, własnym komfortem psychicznym? Generalnie, chyba chodzi mi o to, czy przyjaźń można cenzurować, a jeśli tak, to na ile i czy taka relacja z jednym lub więcej tematem tabu, to nadal przyjaźń?
Oj, namnożyło mi się pytań egzystencjalnych, namnożyło. Pewnie jedną, uniwersalną na to wszystko odpowiedzią byłaby obopólna tolerancja, wyrozumiałość, zrozumienie. Ino, jako prawdziwy poszukiwacz dziur w całym, muszę znów spytać, czy to aby na pewno tylko o to chodzi?
Ech, może M1 w swej niekłamanej mądrości spuentuje jakoś należycie ten mój, dość chaotyczny, wywód. m2
Czy spuentuje, nie wiem... Na pewno dorzucę trzy grosze. Po pierwsze jestem, przynajmniej tak mi się wydaje, bardzo elastyczna jeśli chodzi o intymne sprawy moich przyjaciół. W żaden sposób nie czuje się zażenowana słuchając dość osobistych zwierzeń. Być może, wynika to z faktu, iż podchodzę straszliwie poważnie do bycia powiernikiem i doradcą. Gorzej natomiast, jeśli ta sprawa dotyczy mnie i choć mogłoby się wydawać, że jestem otwarta, to jednak są sprawy, o których trudno mi się mówi. Może wynika to z faktu, iż nie chce powodować niezręcznej sytuacji pomiędzy mną, a przyjacielem. Oczywiście wyjściem z tej opresji jest fakt posiadania więcej niż jednej "bratniej duszy". W moim przypadku się sprawdza. Z kim innym mogę rozmawiać o sprawach intymnych, a z kim innym o sprawach dotyczących mojego wnętrza. 
Co do puenty... Róbmy tak, żeby czuć się w przyjaźni komfortowo. Myślmy o innych, ale o sobie też (w praktyce różnie z tym bywa). Nie jestem zwolennikiem egocentryzmu, ale zdrowy egoizm jeszcze nikomu nie zaszkodził. I jeszcze jedna rzecz, może banalna, rozmawiajmy ze sobą i mówmy, co nam w środku gra, bo, przynajmniej ja, nie zostałam wyposażona w zdolność czytania innym w myślach i z fusów, czy szklanej kuli nie wykoncypuję niczego. M1

3 komentarze:

  1. Co rozumiecie jako "intymność"? Intymność można różnie pojmować. Wnioskuję,że tu chodzi o seks. Uważam, że o seksie powinno się rozmawiać jedynie z tym, z kim się go uprawia, ewentualnie z lekarzem. Może dlatego nie mam prawdziwej przyjaciółki... Miałam kiedyś bliską koleżankę, która ze szczegółami, niepytana, opowiadała mi o swoim życiu erotycznym. Nie czułam się skrępowana, po prostu mnie to irytowało. Poza tym, jej partner nieszczególnie przypadł mi do gustu, a już wyobrażanie sobie tego co, jak i ile razy robił po prostu mnie zniesmaczało. Nie jestem pruderyjna. To działa też w drugą stronę. Po co zadręczać kogoś opowieściami o swoim życiu intymnym — w którym, poza uniesieniami ducha — jest jeszcze przecież ludzka fizjologia... Zachowywanie intymności dla siebie jest kwestią dobrego smaku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli generalnie, chodzi chyba o to, by nie mylić intymności z ekshibicjonizmem. wydaje mi się przy tym, że czymś innym jest rozmawianie o uczuciach i emocjach związanych z seksem, niż jego szczegółowe relacjonowanie. miałam znajomą, która na swojej tablicy na facebooku umieszczała posty tego typu: "wino 100 zło, kolacja z restauracji 200 zł, seksowna bielizna 150 zł, 45 minut orgazmu z ukochanym - bezcenne". tyle jeśli chodzi o kwestię dobrego smaku. m2

      Usuń
  2. Mówić, czy nie mówić? Wydaje mi się, że nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi, ale na pewno jeśli czujemy się w jakiś sposób skrępowani czy nawet zażenowani to przyznajmy się do tego, ustalmy granice. Wszystko, to kwestia dogadania i zrozumienia drugiej osoby.M1

    OdpowiedzUsuń