Starość, albo jak kto woli dojrzałość emocjonalna, dopadła mnie z takim impetem, że robię się coraz bardziej sentymentalna i uskuteczniam wycieczki w przeszłość. Coś w stylu back to roots:) Zastanawiam się dlaczego jestem taka, a nie inna. Ile cech, których jestem posiadaczką, dostałam w genowym spadku, a ile sama wykształciłam? Oglądając stare zdjęcia natknęłam się na powyższe. Na nim z dumą prezentuje się moja prababcia Stefania pod swoim wyszynkiem o szumnej nazwie "Pod Setką". Kobieta, ta zawsze wywoływała we mnie swoistą emfazę, bo jakżeby inaczej mówić o kimś, kto w męskim świecie tak doskonale się odnajdywał? Nie dość, że sama przez dłuższy czas prowadziła knajpę, do której zaglądali żołnierze, to nie zatraciła przy tym swojej kobiecości, uroku i czaru. Miała przysłowiowe jaja, ale misternie ukryte pod muślinowymi sukniami. Podobno zawsze wiedziała, kiedy tupnąć obcasem i robiła,to z takim przekonaniem i wiarą w słuszność swoich racji, że nie było na nią mocnych. Z opowiadań wiem, że siłę i upór odziedziczyła po swojej matce, która będąc posiadaczką licznych majątków ziemskich, trzymała wielu mężczyzn w ryzach. Ja na zawsze zapamiętam Stefanię, jako bardzo emocjonalną staruszkę, która lubiła przy grze (nie do końca uczciwej) w tysiąca, skosztować wysokoprocentowego trunku. W pamięci utkwiły mi też liczne piosenki, którymi raczyła me dziecięce ucho i bynajmniej nie były to kołysanki, a pieśni o "wstrętnych bolszewikach i wrednych Niemcach". Patrząc na Stefanię, jej córkę, a moją babcię Leokadię i wreszcie na mnie dostrzegam pewne cechy wspólne. Część z nich napawa mnie dumą, jak chociażby ten niesamowity upór, wytrwałość i siła kryjące się pod pojęciem "po upadku otrzepuję kolana i wstaję najszybciej jak się da". Są jednak też cechy, które oddałabym, bo w dzisiejszym świecie nadmiar empatii i przysłowiowe miękkie serce się nie sprawdzają. Z drugiej jednak strony i tu możecie nazwać mnie zarozumiałą, ja naprawdę siebie lubię i ten miks dziwnych, wydawałoby się nie idących w parze cech lepi mnie i tworzy i jak mawiała Stefania - nasermater! Taka po prostu jestem! M1
Moja szacowna przedmówczyni porusza kwestię dziedziczenia i dziedziczności. Analizuje swoje cechy charakteru i porównuje do tych, które posiadają kobiety z jej rodziny. Zastanawia się nad tym, kim jest i co ją taką czyni. Generalnie jednak jest z całokształtu zadowolona. Te jej rozważania skłoniły i mnie do przyjrzenia się samej sobie. Oczywiście, gdybym miała takie samo zdanie, ten dopisek nie miałby żadnego sensu. Ja bowiem twardo chcę obstawać przy tym, że ukształtowałam samą siebie. Jasne, widzę w sobie cechy podobne do taty, mamy, babci, ale uważam je za materiał, który osobiście wymodelowałam i zmieniłam. Chcę wierzyć w to, że wiedząc i widząc jaka mogę być, kim mogę się stać, mam możliwość odrzucenia tego, co mi nie pasuje lub umniejszenia tego. I tak od lat walczę ze swoją tendencję do obrażalstwa i apodyktycznością. Wiem jak może wyglądać bycie, przebywanie z kimś, kto ma niezachwianą wiarę w swoją rację i takąż samą wiarę w to, że nie mają jej inni. Mam głęboką nadzieję w to, że nie powielę pewnych utartych genetycznie schematów i uda mi się uniknąć powtórzenia obecnych w mych rodzinie scenariuszy.
Genetyka? Dziedziczność? Nie podważam ani jednej, ani drugiej, ale w kwestii mego charakteru będę się upierać przy tym, że nawet jeśli pewne rzeczy otrzymuje się w spadku po babuni, czy dziaduniu, to za pomocą samoświadomości, można je wyplenić lub chociaż zniwelować. m2
Moja szacowna przedmówczyni porusza kwestię dziedziczenia i dziedziczności. Analizuje swoje cechy charakteru i porównuje do tych, które posiadają kobiety z jej rodziny. Zastanawia się nad tym, kim jest i co ją taką czyni. Generalnie jednak jest z całokształtu zadowolona. Te jej rozważania skłoniły i mnie do przyjrzenia się samej sobie. Oczywiście, gdybym miała takie samo zdanie, ten dopisek nie miałby żadnego sensu. Ja bowiem twardo chcę obstawać przy tym, że ukształtowałam samą siebie. Jasne, widzę w sobie cechy podobne do taty, mamy, babci, ale uważam je za materiał, który osobiście wymodelowałam i zmieniłam. Chcę wierzyć w to, że wiedząc i widząc jaka mogę być, kim mogę się stać, mam możliwość odrzucenia tego, co mi nie pasuje lub umniejszenia tego. I tak od lat walczę ze swoją tendencję do obrażalstwa i apodyktycznością. Wiem jak może wyglądać bycie, przebywanie z kimś, kto ma niezachwianą wiarę w swoją rację i takąż samą wiarę w to, że nie mają jej inni. Mam głęboką nadzieję w to, że nie powielę pewnych utartych genetycznie schematów i uda mi się uniknąć powtórzenia obecnych w mych rodzinie scenariuszy.
Genetyka? Dziedziczność? Nie podważam ani jednej, ani drugiej, ale w kwestii mego charakteru będę się upierać przy tym, że nawet jeśli pewne rzeczy otrzymuje się w spadku po babuni, czy dziaduniu, to za pomocą samoświadomości, można je wyplenić lub chociaż zniwelować. m2

a co to znaczy, że babcia m1 wywoływała w niej emfazę? i to jeszcze swoistą?
OdpowiedzUsuńDefinicja słownikowa:Emfaza (z greki "odbicie, naciski"), położenie silnego, emocjonalnego nacisku na pewne zdania, wyrazy lub sylaby. Patos, przesada, afektacja.
W stylistyce - taki sposób kształtowania wypowiedzi, aby pośrednio wynikały z niej inne, niezmiernie doniosłe znaczenia, na które naprowadza najczęściej intonacja zdania emfatycznego.
NP
Jak sama słusznie napisałaś, emfaza, to innymi słowy również afektacja, a definicja słownikowa afektacji: przesada w okazywaniu uczuć, egzaltacja,wyrażanie uczuć, poprzez zachowywanie się i wypowiadanie się w sposób przesadny. Zatem oznacza, to tylko tyle, iż w sposób przesadny, być może patetyczny wypowiadałam się o Niej, a czemu swoisty? bo charakterystyczny dla mnie. Aczkolwiek oczywiście i tu powinny nastapic fanfary, przyznaję Ci rację, że mogłam użyć bardziej adekwatnego sformułowania, ale cóż polonistką nie jestem, ale na pewno przy następnym poście postaram się bardziej uważnie dobierać słowa:) Pozdrawiam M1
OdpowiedzUsuń