http://www.flickr.com/photos/mandyxclear/3461234232/
Nic mi się nie chce. Wpadłam w stan totalnego nieróbstwa i niechciejstwa. Cechuje mnie od dłuższego czasu całkowity brak mobilizacji i chęci do robienia czegokolwiek. Najlepszym na to dowodem są dwa rozpoczęte i nieskończone posty, które nie wiadomo, czy kiedykolwiek zostaną ukończone. M1 jeszcze jest cierpliwa, jeszcze się nie zżyma i nie marudzi, można by rzec, że robi za siostrę miłosierdzia, dobrą ciocię czy jak zwał, tak zwał. Jednakowoż, jeśli to dłużej potrwa, to wcale się nie zdziwię, jak któregoś dnia zasiądę przed komputerem, spróbuję zalogować się na bloga, a tu się okaże, że hasło zmienione i że m2 już tutaj nie mieszka... Na tym się nie skończy. M1, która jest miła, ciepła i łagodna, wiedziona rozczarowaniem, rozżaleniem i uzasadnionym gniewem, wyrzuci mnie w ogóle z życia internetowego i nie tylko. Skończą się wypady na piwo, dyskusje o życiu, facetach i bólu istnienia. Zostanę zmazana jak kreda z tablicy, wyrzucona jak zużyta opona, jak niepotrzebna rzecz... Nie będę zasługiwała nawet na to, by usłyszeć "spadaj", "wynoś się", żeby mi chociaż "fuck you" pokazać etc. I z bólem serca będę musiała przyznać, że M1 będzie miała rację. Bo co innego, jak się nie ma weny, czasu itd., ale taki kompletny brak werwy, inicjatywy, sama nie wiem, czego jeszcze??? Czuję się jak zawieszony komputer, którego nikt jeszcze nie zresetował...
I żeby nie było. Stan ten nie dotyczy tylko bloga. Od dwóch tygodni nie mogę się zebrać do wypełnienia urzędowego druku. Od miesiąca wala mi się po mieszkaniu sterta papierów z pracy do uporządkowania i nic. Niedługo będę musiała ustawić drogowskazy między nimi, by trafić do kuchni, czy łazienki. Muszę też wspomnieć o książkach. Ja, osoba, która 500-stronicową książkę czyta dwa, trzy dni, teraz nie może w tydzień przebrnąć przez sto stron. Jest źle, z tendencją do fatalnie, jak mawia Kowalski z "Pingwinów z Madagaskaru"...
Piszę więc tego posta, kompletnie bez polotu i zapewne nudnego, bo na razie nic nie wskazuje na to, by ten stan dobiegał końca. Bardzo też być może, że już więcej nic nie napiszę i M1 zostanie jedyną "m" na tym blogu... Składam zatem wszystkim wyrazy uszanowania i kończę... Z pozdrowieniami - Wasza leniwa, mówiąc delikatnie, m2.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz