wtorek, 26 kwietnia 2011

wiosenne rytuały

                                 http://www.flickr.com/photos/billyreed/35421335/
                             
Wiosna na dobre zagościła w moich skromnych progach. Teraz już bezwstydnie mogę usiąść z książką na balkonie i wyrzucić stopy za barierki. Niech sobie dyndają, bo w końcu po zimie potrzebują swobody, a że pedicure zrobiony, to bez krępacji można! Ale nie tylko stopy zyskują na zmianie pory roku. Całe moje ciało wygrzewa się na słońcu, przez co mam nadzieję w najbliższym czasie zmieni kolor z białego na cielisty. Moje nozdrza otwierają się na zapachy, których zapewne w powietrzu masa, ale nie docierają do mnie w dużych ilościach, gdyż alergia mnie dopadła i przynajmniej na razie broni się rękami i nogami, żeby jeszcze trochę ze mną zostać. A ja empatii i głupoty mam w nadmiarze, więc do niedawna pielęgnowałam ją z pieczołowitością, mając nadzieje, że jednak się mną znudzi i pójdzie w siną dal. Nie znudziła się. Powiem więcej... pokochała mnie miłością nieodwzajemnioną i egzystujemy sobie razem. Oczywiście mam nadzieje, że do czasu, bo lekarstwa już po woli przywracają mnie do życia w pojedynkę i pociągający nosowy głos rodem z informacji pkp nabiera naturalnej barwy.
Wiosna wita mnie, także rewelacyjnymi kolorami. Podobno jaskrawo, to modnie tej wiosny. Zafundowałam sobie więc trochę pomarańczowych dodatków, choć trendsetterką, ani inną boginią śledzącą najnowsze trendy w modzie nie jestem, to jednak pomarańczowy przyjmuję, akceptuję i dostosowuję do moich potrzeb.
Wiosna nie ominęła, także zawartości moich doniczek i ku mojej uciesze widzę, że lawenda wypuszcza ogromną ilość listków. Bo ja moi drodzy jestem uzależniona od lawendy. Najchętniej posiałabym na babcinym hektarowym polu tylko lawendę i wieczorami chodziłabym napawać się jej niepozornym wyglądem i jakże oszałamiającym zapachem. Póki co, pole będzie różane, więc zadowalam się lawendą w doniczkach.
Wiosna umożliwiła mi również rozmnożenie piegów na twarzy i przyznam się bez bicia, że uwielbiam te moje piegi i za nic w świecie nie chciałabym się ich pozbyć!
Lubię wiosnę, pomimo jej przewidywalności, choć może to ja zachowuje się przewidywalnie wiosną. Chciałabym, żeby w tym roku mnie zaskoczyła, ujęła czymś nowym, pozytywnym. Czego sobie i wam życzę. Tymczasem wracam do promieni słonecznych, doniczek i piegów. M1

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz