http://www.flickr.com/photos/spielbrick/5001044852/in/photostream/
Szefowie - dziś korzystając z moich doświadczeń napiszę o nich słów kilka. Zanim to, chcę podkreślić, że ja sama nie mam ambicji, by być dyrektorem, prezesem, panem i władcą. Po pierwsze, jestem zbyt chaotyczna i nieuporządkowana. Sama sobą mogę rozporządzać i funkcjonować w moim zabałaganionym świecie. Dziś jednak, bycie szefem, to nie tyle wydawanie poleceń, co ogarnianie całej masy biurokracji, a do tego, to ja się za Chiny Ludowe z Hong Kongiem nie nadaję. Po drugie mam niestety tendencje do apodyktyczności i despotyzmu, więc wcześniej czy później skończyłabym powieszona na jakiejś gałęzi przez mych zbuntowanych pracowników... Jako pracownik natomiast, choć pracowałam dotąd tylko w kilku miejscach, spotkałam się z tak różnymi metodami zarządzania i sposobami wydawania poleceń, że po prostu muszę, muszę to teraz opisać.
1. Królowa Śniegu - szefowa pewnego działu w jednym z hipermarketów, która zarządzała pracownikami tak, że bałam się przyjść do pracy, iść na przerwę do wc i oczywiście, ośmielić się wyjść do domu. Pseudo wzięło się od jej wyniosłości i "paniowatości" oraz zachowania, które ja osobiście nazywam "wyżej sram niż dupę mam". Proszę mi ten wulgaryzm wybaczyć, ale trzeba było zobaczyć jak jak ta kobieta chodzi po dziale - szczupła, wysoka, z nosem zadartym, zaciśniętymi ustami i rozbieganym wzorkiem po wszystkich regałach. szukając najmniejszej drobiny kurzu. Jej królewskość była wiecznie niezadowolona, z pretensjami do wszystkich i o wszystko oraz z całą masą uszczypliwości na każdy temat do wygłoszenia od ręki. Kiedyś zaginął na dziale taki mały notesik. Śnieżka - tak ją też nazywaliśmy, nie krzyczała, o nie, ale atmosfera była taka, że nie byłam pewna, czy się nie będę musiała rozbierać, by udowodnić, że go w majtkach nie wynoszę. Królowa okazała się reliktem PRL-owskich metod zachęcania do pracy. Jak już napisałam, z tego, co robiłam, była wiecznie niezadowolona, nigdy się z niczym nie wyrabiałam, wszystko było robioną na łapu capu fuszerką... Dzięki pewnym kontaktom okazało się, że bardzo pozytywnie pisała o mnie w raportach do szefostwa. Okazałam się uprzejma, miłą, rzetelną osobą, w pełni wywiązującą się ze swych obowiązków. Z pracy odchodziłam z pełną satysfakcją. Nie znaleźli nikogo na moje miejsce i wszystko, co do tej pory robiłam, spadło na Śnieżkę:)
2. Macho - widać go było z daleka. Sprężysty krok, napięte muskuły, szeroki, pełen samczej satysfakcji uśmiech i bijąca od niego na jakieś 10 kilometrów poświata władzy. Ledwo mnie zobaczył na drugim końcu korytarza, ledwo mu zamajaczyłam na horyzoncie, już maszerował do mnie, a będąc kilkadziesiąt metrów przede mną, już wyciągał rękę, po czym, nie gubiąc rytmu swego marszu, ściskał moją, rzucał stanowcze "witam" i kontynuował swój obchód. Była to postać o tyle komiczna, co i żałosna. Macho był krętaczem pierwszej wody. Tu czegoś nie podpisał, tu podpisał za kogoś innego, pieniądze przelewał nie na te konta, co potrzeba, część dawał do ręki, część sobie do kieszeni, ale zawsze wszystko było do przodu, wiecznie na plusie... A to wszystko ledwo z maturą, za to z pełnym samozadowoleniem i żadnymi planami na przyszłość...
3. Chamski Dupek - hit hitów i koszmar, który śni mi się po nocach. Obleśny, przemądrzały, wszystko wiedzący lepiej cham, który ma misję, by innych formować na swój obraz i podobieństwo. Od Dupka dostałam dwie niezapomniane lekcje życia. Po pierwsze okazało się, że będąc osobą pełnoletnią nie potrafię odbierać telefonów. Zapamiętajcie sobie, jak ktoś do Was dzwoni, trzeba powiedzieć dzień dobry, potem się przedstawić, a następnie powiedzieć "słucham" itd. Po drugie, źle wyrzucałam śmieci. Papier trzeba przed wyrzuceniem do kosza zmiąć w kulkę, by w ten sposób do worka zmieściło się więcej... Przy tej całej swojej wszech-wiedzy Dupek żarł jak prosię, mlaskał, siorbał, cmokał... Stał kiedyś nade mną i sprawdzał napisane przeze mnie pismo, jedząc w tym samym czasie loda... Ohyda!!! Do tego była to persona wymagająca nieustannej atencji, wyrazów wdzięczności, pochwał i doceniania jego starań... Dożywotnio powinnam mu chyba wysyłać kwiaty z wyrazami wdzięczności za niezapomnianą pracę za plus minus 500 zł na miesiąc. (a postać z obrazka powyżej wygląda jak on, ino bez jakiś 30-40 kg).
4. Sierota Marysia - pani, która pozycją zawodową odreagowywała rozpad małżeństwa. Lubiłam ją chyba najbardziej, ale przy tym, chyba ona właśnie najmniej na szefa się nadawała. Przyszła na nowe stanowisko, do nowych ludzi jako osoba z zewnątrz. Nie potrafiła ogarnąć samej siebie, ani zdobyć zaufania i szacunku pracowników. Jej polecenia były ignorowane, a nawet sabotowane. Wszystko było chaotyczne i spontaniczne w jak najgorszym tego słowa znaczeniu. Zdecydowanie, szefem nie powinien być ten, kto ma problemy z kontaktami międzyludzkimi. Napiszę tylko, że musiałam pracować ze skręconą nogą i choć puchła mi ona w oczach, zostałam po godzinach, by dokończyć projekt i dopiero wtedy dostałam pozwolenie by jechać do domu, ewentualnie na pogotowie... W sumie świadczy to i o mojej głupocie i braku asertywności, ale to przecież nie post o mnie, tylko o moich szefach...;)
O obecnych szefach nic nie piszę. W końcu nie wiadomo, co oni robią po pracy, czego szukają w internecie, na jakie strony wchodzą, a strzeżonego przecież, Pan Bóg strzeże.
Co Wy, drodzy czytelnicy, powiecie o swych szefach??? m2
Co Wy, drodzy czytelnicy, powiecie o swych szefach??? m2

Oj temat rzeka, o tym można trylogię napisać..WC
OdpowiedzUsuńDrogi WC, tylko tyle??? jesteśmy zawiedzione. spodziewałyśmy się po Tobie czegoś więcej... m2 i M1
OdpowiedzUsuńPodobnie jak Irena Kwiatkowska żadnej pracy się nie boję ... i robiłam już w życiu zawodowym różne dziwne rzeczy... Stwierdzam jedno - wole jak moim szefem jest facet!!! obecnie moim skromnym "zasobem ludzkim" zarządza kobitka - DRAMAT!!! zwłaszcza, iż pani "bulba" nie lubi przedstawicielek swojej płci..... pozdrawiam szanowne i szanujace się MMMMMMMMMMMM A.
OdpowiedzUsuńPrzykro mi, że zawiodłem Drogie Autorki, ale o tym nawet nie chce się gadać (pisać)..nie ma co wspominać o zaślinionych typach, paniach w okresie przekwitu czy niedoszłych dyktatorach..chociaż najgorszy jest fałsz, podkopywanie dołków pod innymi i odreagowywanie swoich niepowodzeń życiowych na innych. Ale ja jestem człek wierzący i wierzę, że stąpają jeszcze po tym łez padole sprawiedliwi (np. typu Charles'a Bronsona'a w "Życzeniu śmierci"):) WC
OdpowiedzUsuń