http://www.flickr.com/photos/beckyfairbanks/4516431784/
My tu sobie gadu gadu, a tu mi wierna ma koleżanka przypomniała, że to blog feministyczny miał być, że ja, jak to ja, powinnam jad sączyć i psy na mężczyznach wieszać, ręce przy tym z żalu załamując na ciężkim losem kobiety. Mam to oczywiście zrobić po swojemu czyli być cyniczna, sceptyczna, złośliwa, zgryźliwa i takie tam... No to wyzwanie przyjęte i zobaczymy, co z tego wyjdzie...
Czemu kobiety są uważane za słabszą płeć? Moim skromnym zdaniem, są temu winne trzy rzeczy: matka natura tudzież biologia, historia i oczywiście mężczyźni. Pragnę zauważyć, że dwa z trzech wymienionych przeze mnie powodów jest rodzaju żeńskiego. Można zatem dojść do konkluzji, że i matka natura i historia, to wredne suki. No ale, mniejsza z tym... Nie jestem ani historykiem, ani biologiem, ani tym bardziej antropologiem, nie będę zatem udawać mądrzejszej niż jestem i się tu wymądrzać w obcych mi dziedzinach. Powiem jednak tak, one wszystkie wpłyneły na sposób funkcjonowania i postrzegania świata przez ludzi. Dowodem na ten właśnie sposób rozumienia świata jest literatura, która przez większość czasu tworzona była przez winowajcę nr 3, czyli mężczyzn. Napomknę tu o różnych dyskusjach, które toczyły się między uczonymi mężami o tym, czy kobieta w ogóle jest człowiekiem, czy ma duszę, czy zostanie zbawiona, a jeśli tak czy w niedoskonałej kobiecej formie czy może jednak jako doskonały mężczyzna... Napomknęłam i nie skomentuję, bo głupota krańcowa komentuje się sama. Przytoczę teraz najbardziej jaskrawe literackie przykłady na to jak autorzy postrzegali i opisywali kobiety. Przegląd jest subiektywny i uproszczony...:
1. Szekspir - na kolana chamy, jak śpiewał Kazik przed tym panem, ale kobiety niezależne, takie ichniejsze feministki, to niezbyt dobrze w jego utworach kończyły. I mamy tu typy zbrodniarek i morderczyń, które są psychicznie na ohydę świata nieodporne albo jak Ofelia nieodporne na opuszczenie i odtrącenie przez mężczyznę. A taka Katarzyna złośnica, której jedyną winą była niechęć do podporządkowania się, musiała przez męża zostać wytresowana dosłownie, by szczęście swe w zgodnym stadle małżeńskim odnaleźć i odgadywaniu, prawie paranormalnym, myśli i pragnień pana i władcy swego.
2. Sienkiewicz - mym skromnym zdaniem i pomimo nobla na koncie, ewidentny dewiant seksualny. Co powieść, to jakaś porwana i prawie że gwałcona bidula, co to cierpi posłusznie i biernie czeka, aż ją jej rycerz uratuje, cześć jej ocali, za żonę pojmie, a potem, między kolejnymi wojnami i bitwami będzie z nią płodzić kolejne zastępy rycerzy i niewinnych służebnic ojczyzny. I tylko pojedyncze przykłady kobiet z ikrą jak Jagna z "Krzyżaków" czy Baśka Wołodyjowska, Henio stworzył, ale traktowano je tylko jako wyjątek od reguły albo nawet kuriozum na tle innych świątobliwych niewiast.
3. Romantycy- panowie z rodzaju niezdecydowanych. Bo albo puch marny albo niewinna anielica, zaraz po niej kobieta-rycerz, królowa-zbrodniarka czy wiedźma, którą zapładniają prochy poległych rycerzy. A to wszystko oczywiście uzależnione od nastroju, bardzo zresztą i zazwyczaj niestabilnego, danego twórcy czy poety. I po takich lekturach pozostaje tylko hamletyczne, o ironio, pytanie: nienawidzić kobiety czy ich nie nienawidzić???
Przykładów można by wymieniać jeszcze wiele, ale już na podstawie tylko tych, można udzielić odpowiedzi na pytanie postawione w tytule tego posta. Ano jak mogą kobiety nie być postrzegane jako słaba płeć, skoro od wieków utrwalany jest ich obraz jako istot słabych psychicznie i niezrównoważonych, które są jak ten listek na wietrze i sierota w lesie? Jak takie liche i marne coś, samo może o sobie decydować, prawo do głosowania mieć, i to na równi z mężczyzną? Ba, oczywiście generalizuję i uogólniam, ale drodzy czytelnicy- kobiety i mężczyźni, jak to jest, że to przedstawicielki płci żeńskiej swych praw się muszą dopominać, a panowie mają je z nadania, z samego faktu urodzenia? I jak to mozliwe, że owe prawa musieli kobietom właśnie mężczyźni łaskawie i po latach walko o to przyznawać? Ot i paradoks mi się tu wykluł na zakończenie... I chwała mu za to, bo jad mi się póki co feministyczny skończył i puenty lepszej nie ukuję:) Niech i będzie, że to dowód na mą kobiecą słabość. m2
2. Sienkiewicz - mym skromnym zdaniem i pomimo nobla na koncie, ewidentny dewiant seksualny. Co powieść, to jakaś porwana i prawie że gwałcona bidula, co to cierpi posłusznie i biernie czeka, aż ją jej rycerz uratuje, cześć jej ocali, za żonę pojmie, a potem, między kolejnymi wojnami i bitwami będzie z nią płodzić kolejne zastępy rycerzy i niewinnych służebnic ojczyzny. I tylko pojedyncze przykłady kobiet z ikrą jak Jagna z "Krzyżaków" czy Baśka Wołodyjowska, Henio stworzył, ale traktowano je tylko jako wyjątek od reguły albo nawet kuriozum na tle innych świątobliwych niewiast.
3. Romantycy- panowie z rodzaju niezdecydowanych. Bo albo puch marny albo niewinna anielica, zaraz po niej kobieta-rycerz, królowa-zbrodniarka czy wiedźma, którą zapładniają prochy poległych rycerzy. A to wszystko oczywiście uzależnione od nastroju, bardzo zresztą i zazwyczaj niestabilnego, danego twórcy czy poety. I po takich lekturach pozostaje tylko hamletyczne, o ironio, pytanie: nienawidzić kobiety czy ich nie nienawidzić???
Przykładów można by wymieniać jeszcze wiele, ale już na podstawie tylko tych, można udzielić odpowiedzi na pytanie postawione w tytule tego posta. Ano jak mogą kobiety nie być postrzegane jako słaba płeć, skoro od wieków utrwalany jest ich obraz jako istot słabych psychicznie i niezrównoważonych, które są jak ten listek na wietrze i sierota w lesie? Jak takie liche i marne coś, samo może o sobie decydować, prawo do głosowania mieć, i to na równi z mężczyzną? Ba, oczywiście generalizuję i uogólniam, ale drodzy czytelnicy- kobiety i mężczyźni, jak to jest, że to przedstawicielki płci żeńskiej swych praw się muszą dopominać, a panowie mają je z nadania, z samego faktu urodzenia? I jak to mozliwe, że owe prawa musieli kobietom właśnie mężczyźni łaskawie i po latach walko o to przyznawać? Ot i paradoks mi się tu wykluł na zakończenie... I chwała mu za to, bo jad mi się póki co feministyczny skończył i puenty lepszej nie ukuję:) Niech i będzie, że to dowód na mą kobiecą słabość. m2

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz