środa, 12 stycznia 2011

kobiecość

                   http://www.flickr.com/photos/sheilatostes/801860855/  woman IV - grafitti, Rio de Janeiro
no i mam zagwozdkę z tą definicją. ponieważ o ile z feminizmem jest względnie łatwo, bo generalnie wszyscy wiedzą, że chodzi o równouprawnienie i jednaki status kobiet i mężczyzn, to już kobiecość jest pojęciem obszernym nieomal jak Ocean Spokojny... przepraszam za truizm i banał, ale ile kobiet tyle rodzajów kobiecości. no ale słowo się rzekło i trzeba coś napisać. postanowiłam problem potraktować z przymrużeniem oka. kobiecość to: notoryczny, nieustanny, postępujący i trudny do wytłumaczenia bałagan w torebce, odwieczny egzystencjalny problem w co się ubrać,  popadanie w histerię z powodu złamanego paznokcia, wieczne niezadowolenie ze swojego wyglądu, wymyślanie sobie niestworzonych problemów i przejmowanie się wszystkim począwszy od dziurki w pończosze po dziurę ozonową... cóż, osoby niezadowolone z takiego postawienia sprawy i urażone lekkim potraktowaniem problemu proszę o rozwinięcie zagadnienia w komentarzach. m2


ps. a żeby nie było dodam, że kobiecość to także wielka siła, wytrwałość, determinacja i przenikliwość, oczywiście w różnym natężeniu i w zależności od jednostki oraz czynnika charakterologiczno-genetycznego.

9 komentarzy:

  1. Wszystko co napisała m2 to prawda jednak dla mnie kobiecość to przede wszystkim piękno. I nie piszę to tylko o pięknie zewnętrznym. Popatrzmy jakie piękne cechy ma kobieta - wrażliwość, czułość, empatia...
    Kobiecość to piękno

    OdpowiedzUsuń
  2. obiecość to także chorobliwe zamiłowanie, a raczej jakiś biologiczny przymus do permanetnej analizy. WSZYSTKIEGO. Każdego spojrzenia, gestu, słowa. Jedna sytuacja- tysiące potencjalnych znaczeń. I tak każdego dnia, aż zaczynamy się gubić, co gdzie i dlaczego.
    Podpisuję sie pod komentarzem wyżej- kobiecość to również wrażliwość, ogromna wrażliwość. Czasem nawet przewrażliwienie, które jednak jakimś cudem nie kłóci się z chowaniem własnej kobiecej dumy do kieszeni. A to zazwyczaj boli.
    Kobiecość to również siła, ogromna. I zdolność to godzenia ze sobą tak wielu obowiązków i troszczenia się o tak wiele osób jednocześnie.
    Jej czarna strona? Zbyt często zapominamy o tej naszej kobiecości, a piękno umiemy dostrzec wszędzie, tylko nie w sobie.

    A.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kobiecość to delikatność, kruchość i umiejętność "bycia" kobietą..to także seksualność,, ale tutaj brniemy w kolejną definicję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świadomość własnej kobiecości pozwala mówić o feminizmie. A czym właściwie jest kobiecość? To takie subtelne Coś czego nie da się jednoznacznie zdefiniować:)

    OdpowiedzUsuń
  5. drodzy czytelnicy, dziękuję za komentarze. trochę martwi mnie to, że moja empatia na poziomie ameby i delikatność czy też subtelność jaskiniowca dyskwalifikują mnie jako kobietę. nadrabiam, co prawda przewrażliwieniem i zamartwianiem się, ale czy to wystarczy??? m2

    OdpowiedzUsuń
  6. M2 przecież wiesz, że tyle ile kobiet..tyle twarzy owych ,,kobiecości"...a pewnie z empatią na poziomie ameby przesadziłaś:)...ja mam empatii dla całego świata:) chętnie się podziele!!:)M1

    OdpowiedzUsuń
  7. Przemyśłałam, to co napisała Anonimowa A.:)i ma 100% racji ja też zawsze doszukuje się 10 dna..w rzeczach, które tak naprawdę posiadają najwyżej 2:)...
    Kobiecość nieodzownie kojarzy mi się jeszcze z takim niedopowiedzeniem..szczególnie jeśli chodzi o kontakty damsko-męskie..lubimy być tajemnicze...nieodkryte...M1

    OdpowiedzUsuń
  8. "lubimy być tajemnicze...nieodkryte..." niestety ja jako żona (o zgrozo co ja robię na blogu feministycznym?) wiem już, że jeżeli chcemy coś od mężczyzn musimy to wyłożyć jasno i czytelnie. Jeżeli liczę na komplement (po kilku latach) nie wystarczy że założę seksowną bieliznę (podpisuję się pod niepaleniem staników;) i będę się prężyć jak ta kocica na kanapie. Po kilku godzinach boli tylko kark więc czasem lepiej prosto z mostu wypalić..."kochanie czy ładnie wyglądam?" tak samo jak "kochanie mógłbyś wynieść śmieci? JUŻ wynieść śmieci?"

    OdpowiedzUsuń
  9. a kto powiedział, że żona nie może być feministką!!! tu się nie ma czego wstydzić i czemu dziwić. tak powinno być;) m2

    OdpowiedzUsuń