http://www.flickr.com/photos/zebrasquares/4251019789/
Ile razy słyszę słowa tej piosenki dostaje palpitacji serca. Jak to, że niby ja mam czekać? Dlaczego przyjęło się, że to właśnie rola kobiety? Czekanie na mężczyznę, czekanie na swoją szansę, czekanie, aż ktoś mnie w końcu zauważy... Do napisania tego postu natchnęła mnie jedna z moich koleżanek, która zawsze poddaje się torturom czekania. Nie działa spontanicznie, zbyt pochopnie. Każdy ruch ma przemyślany, bo a nóż widelec, coś popsuje, namiesza swoją nadgorliwością, a czas ucieka i przelatuje między palcami.
Kochane!!! Umarłabym z nudów czekając, a na pewno przemieniłabym się w zrzędliwą świętą. Nie twierdzę, że niecierpliwość, którą dysponuję w nadmiarze, jest darem niebios, ale przynajmniej odpowiednio wcześnie wiem na czym stoję, tudzież na kim leżę i równie odpowiednio szybko mogę się podnieść. Oczywiście umiejętność tę wyssaną z mlekiem matki musiałam dopracować i oszlifować (moją determinację w działaniu zawdzięczam kilku mężczyznom, których miałam okazję spotkać w swoim życiu). Dzięki niej nie tracę czasu i energii siedząc na czterech literach. Nie jestem ideałem, normalnie po ludzku, po kobiecemu czasem paraliżuje mnie strach, ale zawsze wtedy powtarzam sobie, że lepiej żałować, że się coś zrobiło niż żałować, że nie zrobiło się nic. Zatem nie czekajcie, aż rycerz w nierdzewnej zbroi od Gucciego przybędzie pod Wasz balkon, bo za dużo dookoła pięknych, samotnych kobiet.
Ile razy słyszę słowa tej piosenki dostaje palpitacji serca. Jak to, że niby ja mam czekać? Dlaczego przyjęło się, że to właśnie rola kobiety? Czekanie na mężczyznę, czekanie na swoją szansę, czekanie, aż ktoś mnie w końcu zauważy... Do napisania tego postu natchnęła mnie jedna z moich koleżanek, która zawsze poddaje się torturom czekania. Nie działa spontanicznie, zbyt pochopnie. Każdy ruch ma przemyślany, bo a nóż widelec, coś popsuje, namiesza swoją nadgorliwością, a czas ucieka i przelatuje między palcami.
Kochane!!! Umarłabym z nudów czekając, a na pewno przemieniłabym się w zrzędliwą świętą. Nie twierdzę, że niecierpliwość, którą dysponuję w nadmiarze, jest darem niebios, ale przynajmniej odpowiednio wcześnie wiem na czym stoję, tudzież na kim leżę i równie odpowiednio szybko mogę się podnieść. Oczywiście umiejętność tę wyssaną z mlekiem matki musiałam dopracować i oszlifować (moją determinację w działaniu zawdzięczam kilku mężczyznom, których miałam okazję spotkać w swoim życiu). Dzięki niej nie tracę czasu i energii siedząc na czterech literach. Nie jestem ideałem, normalnie po ludzku, po kobiecemu czasem paraliżuje mnie strach, ale zawsze wtedy powtarzam sobie, że lepiej żałować, że się coś zrobiło niż żałować, że nie zrobiło się nic. Zatem nie czekajcie, aż rycerz w nierdzewnej zbroi od Gucciego przybędzie pod Wasz balkon, bo za dużo dookoła pięknych, samotnych kobiet.
Niech coś się dzieje, nawet jeśli słowa Nosowskiej są prawdziwe i „dla niecierpliwych w niebie miejsca nie ma”...M1

Tak sobie myślę, że każda z nas kiedyś czekała, czeka, bądż będzie czekać. Czemu? Taka już chyba nasza natura, która nie lubi samotności. Ze strachu przed utratą ukochanego, tego jak to będzie bez Niego i z braku wiary w siebie wolimy być ostrożne, delikatne nie wywierające presji na drugiej osobie. Kobieta, która wie czego chce od życia i partnera próbująca coś "wywalczyć" może wygrać ale może też przegrać. A stawka jest wysoka bo chodzi przecież o miłość.
OdpowiedzUsuńTaisia
Dodam jeszcze, że super jest gdy świadome swej wartości, aparycji, siebie mówimy "dość" i "nie" tzw.czekaniu. Tylko, że gdy owy partner ucieka niczym mysz przed kotem, mówiąc kolokwialnie przed podjęciem decyzji i nas zostawia czy wtedy nadal jesteśmy silne i tak siebie pewne? Myślę, że każda z nas wtedy żałuje, przecierpi, przepłacze ale po paru miesiącach powie : jestem z siebie dumna (?)
OdpowiedzUsuńTaisia
Bożeeeeeeeee, nie zachowujmy się jak petentki szukające i czekające na odpowiedni towar!!! Wpasowujemy się w szablon; szablon dziewczyny do wzięcia, kochanki, matki itd....przecież dróg jest tak wiele!!! Dlaczego musimy przerabiać scenariusz milionów - skończona szkoła, zaręczyny, ślub, dziecko?! Czekać? Na kogo??? Kobiety-pokażcie, że determinizm biologiczny Was nie dotyczy, że nie szukacie worków rozpłodowych i nie traktujecie siebie jak inkubatorów! Wierzę, że "ewolucja" trochę nas odzwierzęciła (nie ubliżając zwierzętom).
OdpowiedzUsuńWszystko ładnie i pięknie! Ale sprawa nie jest taka prosta. Co z tego, że jako kobieta wykształcona wiem, że o mojej wartości nie decyduje brak męża czy dzieci? Jako jedyna spośród wszystkich sióstr i kuzynek, a do tego najstarsza, jestem niezamężna i bezdzietna, ba, nie mam na to na razie żadnych widoków. I kij z moją samoświadomością, planami na życie, gdy na każdym spotkaniu rodzinnym muszę się mierzyć z brakiem zrozumienia, akceptacji i zawoalowaną troską, że może coś ze mną jest nie tak. Łatwo powiedzieć, olać to, rodzina to inne pokolenie, ja muszę być szczęśliwa, a nie oni zadowoleni z tego, że realizuję ich scenariusz. Ale to jest moja rodzina i nie powiem im tak po prostu, spadajcie zgredy dziś żyje się inaczej. Więc, reasumując, jestem w stanie poskromić swój determinizm biologiczny, ale póki co, ze społeczną dezaprobatą przegrywam na całej lini... m2
OdpowiedzUsuńa ja kiedyś czekałam, czekałam z miłości, czekałam, aż książe się w końcu określi, aż książe weźmie sprawy w swoje ręce, czekałam aż pogalopujemy na tym jego rzekomo zajebistym rumaku w jednym kierunku, aż tu nagle ni z tego ni z owego książe sobie pojechał w siną dal, a ja zostałam jak to boże dziecię w koszulinie z misiem w ręku ze łzami w oczach. W sumie po latach powinnam podziekowac Panu, że dziś, to ja biore sprawy we własne ręce...i mam się rewelacyjnie:)
OdpowiedzUsuńto byłam ja M1:) z tego wszystkiego zapomniałam się podpisac
OdpowiedzUsuńpewne nasze działania lub tendencje do nie-działania wynikają z naszej psychiki: introwertyzmu lub na odwrót, nieśmiałości, kompleksów, przebojowości, odwagi. Nie ma utartego schematu, co powinno się robić.
OdpowiedzUsuńA ta koleżanka może po prostu nie jest pewna albo boi się zniszczyć coś, co jest teraz.
Nie oceniajmy zatem, każda sytuacja jest inna, przede wszystkim my jesteśmy inni, różni.
A.
Moim zdaniem czekanie ma sens ..jeśli wiemy, jeśli jesteśmy pewne, że jest na co czekać..jeśli poprostu mamy tą pewność..M1
OdpowiedzUsuńNie zgodzę się z A. Uważam, że jesteśmy jak stado owiec i wciąż (mimo różnic temperamentów, osobowości) powtarzamy wciąż te same schematy, niestety.
OdpowiedzUsuńDroga M1, piszesz, że czekanie ma sens kiedy jesteśmy pewne... jest w tym racja tylko co z zakończeniem? Chodzi o to, ze ja kiedyś taka właśnie pewna, miałam dość czekania i kazałam decydować mojemu lubemu. Tak postawiłam się! Podjął to wyzwanie ale tylko na krótki czas, po kilkunastu dniach uciekł, bo jednak nie był jeszcze gotowy. Moja pewność zniknęła wraz z mym ukochanym. jak sądzicie czy żałowałam póżniej mej odważnej postawy? Odp. Tak.
OdpowiedzUsuńTaisia
Widzisz TY żałowałaś Taisia, że przejęłaś inicjatywę, a ja żałowałam, że nie miałam odwagi tego zrobić wtedy..ja zostaję przy swoim zdaniu, że lepiej jest żałować, że się coś zrobiło niż żałować, że się nie spróbowało..uwierz mi zgaga, po tym mniejsza i większy spokój serca..skoro uciekł bo nie był gotowy, to świadczy raczej o nim nie o Tobie..choć oczywiście nie oceniam..M1
OdpowiedzUsuńAleż oczywiście M1, ja również uważam, że lepiej żałować ... choć załowałam to przynajmniej się dowiedziałam prawdy :) Trochę to wszystko dziwne ale tak już chyba musi być...
OdpowiedzUsuńT