Dzisiaj na blogowej tapecie torebki, a ściślej historia jednego z najbardziej popularnych kobiecych dodatków, a także, co dla niektórych ciekawskich może wydać się interesujące, wnętrza naszych torebek, ale do rzeczy…
Wiemy, kto wymyślił małe czarne, wiemy kto był prekursorem szpilek, ale kto do cholery stworzył torebkę, bez której nie wyobrażam sobie wyjścia z domu i która jest powodem powstawania w moich ustach niecenzuralnych słów, gdy znowu szukam w jej otchłaniach telefonu lub portfela? Według informacji znajdujących się na http://torebki.edu.pl/category/historia-torebek/ historia powstania torebek wygląda następująco:
- Starożytność- Panowie noszący małe woreczki przymocowane do pasa (czyli już wszystko jasne….sami wymyślili i przekazali nam, żebyśmy nosiły im stosy dokumentów, kluczy, bo przecież "Kochanie Ty masz torebkę, a ja nie...")
-Średniowiecze- sakwy i jałmużniczki, ręcznie zdobione, noszone zarówno przez Panów jak i Panie
- Okres po Rewolucji Francuskiej- Panie noszą małe torebeczki w rękach, wzbudzając tym samym śmiech płci przeciwnej (ale nowość), torebki nazwane zostają ridicules czyli śmiesznostka, mają przedziwne kształty, począwszy od kwiatu, a na urnie skończywszy.
-Od XVI w do końca XIX-modne były mufki, które chroniły dłonie przed zimnem, a ponadto miały małe kieszonki, do których można było wkładać niezliczone drobiazgi. O dziwo, Panowie również nie gardzili mufkami, jestem tylko ciekawa, co wkładali do mufkowych zakamarków.
-Druga połowa XIX- pokazuje nam jak łączyć przyjemne z pożytecznym. Rozwój kolei doprowadza bowiem do powstania torebek jakich współcześnie używamy.
Dziś podobno przeciętna Polka ma około 6 torebek w swojej kolekcji. Ja przyznam się bez bicia, że wybijam się ponad ową przeciętność i posiadam około14, choć i tak uważam, że to stanowczo za mało!!! W zależności od okazji i stroju potrzebna jest inna torebka, bo jest przecież : kopertówka, listonoszka, "chanelka", torebka worek, torebka koszyk i można tak wymieniać i wymieniać... Jedno pozostaje jednak wspólne dla wszystkich torebek, przynajmniej dla moich, niezależnie od wielkości, zawsze są przepastne, mają drugie dno i mieszczą setki, a czasem nawet i tysiące rzeczy. I tak...nigdy nie mogę znaleźć tego, co w danej chwili jest niezbędne... Ostatnio wyjęłam z torby- dziadka do orzechów...
Na poniższych obrazkach m2 i M1 prezentują zawartości swoich toreb:)


Odwieczna prawda. W kobiecej torbie można znaleźć wszystko. Czasami same jesteśmy zaskoczone tym co w nich nosimy ;)
OdpowiedzUsuńDamska torebka nie jest po to, by coś w niej znaleźć, lecz po to, by wszystko w niej było...
OdpowiedzUsuńOd kiedy jestem mamą, moja kobieca torebka jest tylko w połowie moja. Drugą połową zawładnął mój syn a raczej jego pampersy,butla, mleko i chusteczki do pupy :):) Kobieta z miłości jest w stanie dzielić się wszystkim.
OdpowiedzUsuńja bym się przy okazji dyskusji o damskich torebkach zajęła fenomenem męskich kieszeni. jak to jest, że wychodząc z domu mieszczą w nich wszystko, co potrzebne??? oczywiście zakładając, że nie upychają niczego do torebek swoich kobiet... m2
OdpowiedzUsuńja w swojej torbie mam po prostu dramatyczny wręcz bałagan, oprócz rzeczy typowych- jakieś kosmetyki, książka, portfel, telefony, słuchawki, kalendarzyk, szczotka, leki, jedzenie dla kota (to może mniej typowe), wkład do znicza (to również..), w mojej torbie rozgościło się milion papierków- opakowań bo gumach do żucia, paragonów, wydruków z bankomatu, ulotek. I co z tego, że próbuję to regularnie porządkować? Bałagan zawsze tam jest!
OdpowiedzUsuńA.
tak cierpię na nadmiar paragonów zarówno w samej torbie jak i portfelu...i kiedy już nie mogę się dogrzebać do pieniędzy:) wtedy je wyrzucam:) M1
OdpowiedzUsuńbo nigdy nie wiadomo czy mnie orzeszkami:) w łupince nie poczęstujesz, a tak już zupełnie szczerze..kupiłam i nie wyjęłam..bo po co:)
OdpowiedzUsuńW mojej torebce jest podobnie... ;] Ale jak już kupuje jakieś torebki to zawsze patrze by miały sporo kieszonek ;) A że taka już jestem to telefon i klucze są zawsze w jakiejś odrębnej kieszonce :P Unikam w ten sposób szukania ;) Ale jeśli chodzi o bałagan to ja nawet nie wiem kiedy wnętrze torby jest zawalone paragonami, biletami i chusteczkami higienicznymi ;]
OdpowiedzUsuńA ja zawsze sobie obiecuję, że telefon i klucze umieszczę w tej a nie innej kieszonce..ale zapominam i wkładam do innej i zaczyna się szukanie..najgorzej jak telefon zaczyna dzwonić kiedy jestem w sklepie..i dzwoni i dzwoni, a panowie patrzą na mnie z politowaniem..M1
OdpowiedzUsuńZawsze noszę ze sobą "wertersy":) Swoją drogą ciekawe, jak potoczyłyby się losy Wertera, gdyby mógł osłodzić sobie życie tymi wyśmienitymi cukierkami:)I ładowarkę też noszę. Często wyciągając coś niezbędnego "tu i teraz", ciągnę ten kabel i ciągnę, i końca ów kabel zdaje się nie mieć:)
OdpowiedzUsuńjakby Werter miał "wertersy" to by umarł z ich przedawkowania... a ja, z racji swojej pracy, noszę dwie torby - jedną z rzeczami prywatnymi i drugą z zawodowymi. mój chaos należy zatem pomnożyć razy dwa. próbuję korzystać z rad prezydentowej i nosić wszystko poukładane w "piterkach" czyli kilku kosmetyczkach. jest to pomocne, gdy przepakowuje się z jednej torby do drugiej:) a toreb mam w sumie 18. m2
OdpowiedzUsuń