poniedziałek, 6 lutego 2012

post "antyfeministyczny"


http://www.flickr.com/photos/72861652@N00/3762554655/

Od zeszłego tygodnia oglądam miniserial BBC na podstawie powieści Jane Austen "Emma". Jak to w powieściach tej autorki, czy różnych ekranizacjach jej twórczości, schemat jest podobny. Oto akcja dzieje się na jakiejś prowincji wśród zamkniętego grona ludzi z wyższych sfer. Główną osią fabuły są relacje międzyludzkie, podchody miłosne i różne zawirowania obyczajowe. Nikt się nigdzie nie spieszy, nic go nie goni, a jeśli już, to tylko wtedy, gdy dostaje jakąś potworną wiadomość. I te właśnie zachowania, ten sposób życia skłonił mnie do refleksji.
Zajmujemy się tu kwestiami kobiecymi, więc przyjrzyjmy się, co robią bohaterki takich utworów, czy książek. Całymi dniami planują zamążpójście, szyją, malują, czytają lub umilają sobie czas graniem i śpiewaniem. Do tego odwiedzają się nawzajem, plotkują, chodzą na zakupy do pobliskich wiosek. Jako współczesna kobieta pracująca, feministka, powinnam teraz prychnąć z pogardą i ironicznie, ale... nie mogę. Bo czy mam się cieszyć, że moje życie wygląda tak, jak opisałam to w poście "run m2, run"? Albo z tego, że większość moich koleżanek jest podobnie jak ja zestresowana, znerwicowana, zapracowana, a raczej urobiona przez łokcie? Nasze nad-intensywne życie zawodowe spowodowało to, że siwiejemy przed 30, cierpimy na bezsenność, rozstroje żołądkowe, migreny i miliony innych schorzeń. Tak, jesteśmy niezależne od mężczyzn, coraz częściej jesteśmy lepiej od nich wykształcone, zajmujemy wyższe stanowisko w  firmie, więcej zarabiamy, ale za to wszystko płacimy ogromną cenę. Czy zatem ja, feministka, powinnam teraz stwierdzić, że równouprawnienie wyszło kobietom bokiem?
Nie, niczego takiego nie napiszę. Nadal uważam, że powinnyśmy domagać się takich samych szans jak mężczyźni, tego, by być traktowane na równi z nimi i mieć takie same jak oni perspektywy. Nie zamierzam siedzieć całymi dniami nad robótką i wyszywać (a umiem wyszywać!!!) krajobrazów czy makatek. Czasami jednak, w chwili szczególnego zmęczenia, gdy patrzę na XIX-wieczną Anglię, spokój tamtych ludzi, życie bez nerwów, pośpiechu, goniących terminów, wzdycham ciężko i trochę z żalem, że to, jaki ścieg wybrać nie jest moim największym życiowym zmartwieniem. m2

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz