http://www.flickr.com/photos/turatti/53105
Jestem w czarnej dupie (stąd nawiązanie m2)... Już za parę dni, za dni parę wezmę dowód swój i wio na wybory i będę podejmować decyzję, bądź co bądź istotną dla mojego kraju. Pytanie, które w mej głowie słyszę coraz głośniej brzmi: na kogo to mam oddać głos? Czy znowu będę zmuszona kierować się tzw. mniejszym złem? Czy mam głosować na ludzi z mojego podwórka, tylko dlatego żeby mieć właśnie "Tych Naszych" u władzy? Przyznam szczerze, że obserwuję krajową scenę polityczną od paru lat i tak miałkich, nudnych, pozbawionych merytorycznej dyskusji wyborów jeszcze nie było. Hasła i spoty są tendencyjne. Ja sama, nie będąc PR-owcem, wykoncypowałabym lepsze i bardziej błyskotliwe. Politycy zamiast wznosić się na wyżyny pomysłowości i merytorycznego dyskursu wolą nawzajem, niczym dzieci w przedszkolu, obrzucać się oszczerstwami. I aż od tego wszystkiego chce mi się krzyczeć do szanownych kandydatów: Mam dość tych waszych słownych ekskrementów! Dawno przestały mnie bawić te przepychanki. Mam oczy, własny rozum i jeszcze parę innych narządów, które rejestrują polityczny przekaz i białe uśmiechy i wyprasowane garnitury, tudzież pysznie wyglądająca kiełbasa przedwyborcza, nie skłonią mnie do postawienia magicznego krzyżyka.
Pamiętam, jak na studiach (notabene politologicznych) "bawiliśmy się" w obrady sejmu. Odpowiedź na pytanie skąd na dany cel wziąć fundusze była oczywista: Znajdą się. Była, to dla nas forma zabawy, gdy jednak słyszę kandydatów odpowiadających w ten sam sposób na zadawane pytania lub nie odpowiadających wcale, to pięść sama mi się zaciska i mam ochotę ruszyć na tą całą watahę z moim niedoświadczonym prawym sierpowym i bić gdzie popadnie.
Czy zatem pójdę na wybory? Oczywiście, że tak i nie uważam, tego za obowiązek, a raczej za przywilej, z którego chcę skorzystać. Co jednak, jeśli nie stanie się cud i w niedzielę nadal nie będę wiedziała na kogo zagłosować? Myślę, że wielu Polaków właśnie z powodu niezdecydowania i wyjścia z założenia, "że przecież i tak niczego nie zmienię", nie pójdzie do urn. Dla takich ludzi, a także i być może dla mnie samej, na karcie do głosowani powinna być umieszczona dodatkowa rubryka pt. żadnego z powyższych kandydatów nie wybieram. Moim skromnym zdaniem, frekwencja wzrosłaby diametralnie, a i sygnał dla naszych, pożal się Boże, posłów byłby jednoznaczny.
Jestem w czarnej dupie (stąd nawiązanie m2)... Już za parę dni, za dni parę wezmę dowód swój i wio na wybory i będę podejmować decyzję, bądź co bądź istotną dla mojego kraju. Pytanie, które w mej głowie słyszę coraz głośniej brzmi: na kogo to mam oddać głos? Czy znowu będę zmuszona kierować się tzw. mniejszym złem? Czy mam głosować na ludzi z mojego podwórka, tylko dlatego żeby mieć właśnie "Tych Naszych" u władzy? Przyznam szczerze, że obserwuję krajową scenę polityczną od paru lat i tak miałkich, nudnych, pozbawionych merytorycznej dyskusji wyborów jeszcze nie było. Hasła i spoty są tendencyjne. Ja sama, nie będąc PR-owcem, wykoncypowałabym lepsze i bardziej błyskotliwe. Politycy zamiast wznosić się na wyżyny pomysłowości i merytorycznego dyskursu wolą nawzajem, niczym dzieci w przedszkolu, obrzucać się oszczerstwami. I aż od tego wszystkiego chce mi się krzyczeć do szanownych kandydatów: Mam dość tych waszych słownych ekskrementów! Dawno przestały mnie bawić te przepychanki. Mam oczy, własny rozum i jeszcze parę innych narządów, które rejestrują polityczny przekaz i białe uśmiechy i wyprasowane garnitury, tudzież pysznie wyglądająca kiełbasa przedwyborcza, nie skłonią mnie do postawienia magicznego krzyżyka.
Pamiętam, jak na studiach (notabene politologicznych) "bawiliśmy się" w obrady sejmu. Odpowiedź na pytanie skąd na dany cel wziąć fundusze była oczywista: Znajdą się. Była, to dla nas forma zabawy, gdy jednak słyszę kandydatów odpowiadających w ten sam sposób na zadawane pytania lub nie odpowiadających wcale, to pięść sama mi się zaciska i mam ochotę ruszyć na tą całą watahę z moim niedoświadczonym prawym sierpowym i bić gdzie popadnie.
Czy zatem pójdę na wybory? Oczywiście, że tak i nie uważam, tego za obowiązek, a raczej za przywilej, z którego chcę skorzystać. Co jednak, jeśli nie stanie się cud i w niedzielę nadal nie będę wiedziała na kogo zagłosować? Myślę, że wielu Polaków właśnie z powodu niezdecydowania i wyjścia z założenia, "że przecież i tak niczego nie zmienię", nie pójdzie do urn. Dla takich ludzi, a także i być może dla mnie samej, na karcie do głosowani powinna być umieszczona dodatkowa rubryka pt. żadnego z powyższych kandydatów nie wybieram. Moim skromnym zdaniem, frekwencja wzrosłaby diametralnie, a i sygnał dla naszych, pożal się Boże, posłów byłby jednoznaczny.
Tymczasem jestem ciągle w zadniej części ciała i dalej nie wiem... M1
Ps. Dla przedwyborczego rozluźnienia polecam :
http://www.youtube.com/watch?v=F2fYUMWZLL0
Ps. Dla przedwyborczego rozluźnienia polecam :
http://www.youtube.com/watch?v=F2fYUMWZLL0

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz