czwartek, 7 kwietnia 2011

witaj przygodo!

                                          www.darmowe-zdjecia.org


Poniedziałek nie należał do moich najszczęśliwszych dni. Dużo spraw na głowie, dużo rzeczy do zrobienia i jeszcze ten nieszczęsny przypadko-wypadek! Idąc do fryzjera, wpadłam w dołek. Zanurkowałam w betonową przestrzeń i...buty do kosza, spodnie do kosza, parasol do kosza, noga do opatrunku i ręka obita do tego stopnia, że pisanie smsów graniczy z cudem! Dodam tylko, że lało niemiłosiernie i wróciwszy do domu wyglądałam jak zmoknięte coś, a na dodatek musiałam szybko udać się do fryzjera, więc przez zęby wycedziłam tylko ja pierdo*ę i z podniesioną głową udałam się na zmianę fryzury. Wydarzenie to, dało jednak pomysł na posta, a właściwie na dwa,  więc, jak mawiają nie ma tego złego. 
Dziś będzie o przyciąganiu dziwnych sytuacji, nieciekawych zdarzeń, samospełniających się przepowiedni.
Muszę dodać, że mistrzynią w tej dziedzinie nie jestem, ale w pierwszej piątce się mieszczę. Bo niby jak inaczej powiedzieć o sobie, gdy:
- jadąc na żagle, przy stawianiu masztu, a konkretnie przy wybieraniu linki, owa paskuda pękła i maszt postawiony już na mniej więcej 3/4 wysokości spadł na osobę, która siedziała za sterem czyli mnie! (notabene na łódce była nas tylko dwójka, więc można powiedzieć, że nie było innej potencjalnej ofiary).
- instruktor kursu na prawo jazdy informował nas, że istnieje możliwość, iż na egzaminie oprócz egzaminatora mogą wsiąść z nami także np główny egzaminator itp., aczkolwiek podkreślił, że zdarza się, to bardzo rzadko. Oczywiście miałam przyjemność dowiedzieć się, że jeśli coś dzieje się rzadko innym, to na pewno nie mnie!
- będąc na szkoleniu bibliotecznym z koleżankami bibliotekarkami brałyśmy udział w pewnym ćwiczeniu. Żeby wyznaczyć role w zadaniu ciągnęłyśmy losy, na 30 uczestniczek tylko jedna z nas mogła wylosować prowadzenie ćwiczenia.... Tak, to byłam ja!!
 - będąc na stażu w pewnej państwowej instytucji, wymyślono sobie, iż ja, a nie żadna z moich koleżanek, które w funduszach unijnych miały nieporównywalnie większe doświadczenie, przedstawię możliwości pozyskania przez ową instytucję pieniędzy na modernizację np. szkół. Wszyscy w wydziale zdziwieni byli ową decyzją, gdyż nigdy wcześniej nie obarczano stażystki wystąpieniem na forum zarządu. 
- na deser zostawiłam sobie historię dość zabawną z perspektywy czasu i z Waszej perspektywy również, a to wszystko przez m2 (że znów co przeze mnie???). Rok 2010, morze, Kołobrzeg, spacer deptakiem. Zostaje uderzona czymś, co wydawało mi się być cukierkiem, gdyż przechodziłam obok straganu ze słodyczami, a wiatr dość mocno dawał się we znaki. Po krótkiej jednak chwili okazało się, że to czym dostałam nie ma nic wspólnego ze słodkościami. Mianowicie oberwałam tym co strawiły wnętrzności mewy! Dodam tylko, że mewy, przynajmniej te w Kołobrzegu są gabarytami porównywalne z niejednym psem, zatem to, co z niej wypłynęło również małe nie było! Moja przygoda z mewami mogłaby w tym miejscu się zakończyć, ale parę dni później, w centrum tego samego miasta, siedząc na ławce i delektując się piękną pogodą spostrzegłam na nieboskłonie mewy! Zdążyłam tylko żartem powiedzieć, że powinnam się schować, kiedy to oberwałam mewim odchodem po raz kolejny, choć na szczęście mewa była mniejsza i zawartość jej żołądka też! W tym roku zaopatrzę się w procę i strzelać będę, jak tylko zobaczę te paskudztwa na horyzoncie!:)
W moim dotychczasowym życiu zdarzyło się zapewne więcej mniej lub bardziej ciekawych historii rodem wziętych z czarnych komedii, ale nie wszystkie pamiętam:), a może po prostu się ich wstydzę!:) Pozdrawiam wszystkich gustujących w dziwnych wydarzeniach.  Co nas nie zabije, to na pewno przysporzy siniaków. M1



9 komentarzy:

  1. Fascynujące ma pani życie! Proponuję napisać biografię złożoną z takich epizodów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że mogłabym konkurować z Tobą w przyciąganiu takich wydarzeń. Zwłaszcza tych ostatnich! Żeby nie być gołosłowną opiszę początek pierwszej randki z moim obecnym mężem. Otóż staliśmy sobie pod drzewem (bo po co nie) koło przystanku tramwajowego. Nagle poczułam jak robak wszedł mi do nosa! Oczywiście nie miałam przy sobie żadnej chusteczki. Wstydząc się przyznać przed chłopakiem do zaistniałej sytuacji starałam się jakoś tego robaka dyskretnie wydmuchać nie przerywając przy tym prowadzonej przez nas konwersacji. Robak wyszedł w końcu sam. Drugą stroną! Żeby tego było mało jak tylko tak czy inaczej poradziłam sobie z robakiem dostałam wprawdzie nie mewim ale gołębim odchodem. Prosto w lewą pierś. Ktoś mnie przebije?

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimie cóż za rewelacyjny pomysł! Dziękuję za podpowiedź. Egzemplarz z dedykacją ode mnie masz zagwarantowany!:)M1

    OdpowiedzUsuń
  4. Sannasa, że robak i gołąb, tak jeden po drugim?:)M1

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, jeden po drugim:) A to jest tylko jeden taki epizod z wielu w moim życiu.

    OdpowiedzUsuń
  6. uff już mi lżej:) nie jestem sama! M1

    OdpowiedzUsuń
  7. droga marzenko, przykro mi bardzo z powodu Twojej przygody, ale post z kupą w kulminacyjnym momencie historii... cieszę się, że nie Ty jesteś jego autorką.

    OdpowiedzUsuń
  8. obrona m1: to ja ją namówiłam do upublicznienia historii o mewach. wszelka krytyka zatem należy się mi (jak zawsze). i proszę mi tu bez marzenkowania, bo tego nie cierpię, o czym droga NP od dawna wie;) m2

    OdpowiedzUsuń
  9. Kupa w momencie kulminacyjnym i na dodatek zostawiona na deser! A fuj:)Oczywiście ja również cieszę się, iż m2 nie jest autorką tego posta, gdyż nie śmiałabym życzyć jej takiego iście niehigienicznego doświadczenia:) M1

    OdpowiedzUsuń