http://www.flickr.com/photos/mag3737/409408706/
Siedzę ja sobie na imprezie. Muzyka gra. Ludzie tańcują. Na stole wyżera jak się patrzy. Na przeciwko mnie siedzi para. Moja obecność nie robi na nich żadnego wrażenia, bo też i bardzo intensywnie zajęci są sami sobą. Przyklejeni do siebie, intensywnie wymieniają obopólne pieszczoty. Wokół ze trzydzieści innych osób, a oni w najlepsze obcałowują się. Z miejsca, gdzie siedzę, jestem w stanie ocenić jaki jest przekrój anatomicznych ich jamy ustnej. Ba! Jakbym się bardziej wychyliła, pewnie mogłabym w miarę szczegółowo opisać stan ich uzębienia. I dalibóg nie wiem, może jest to wina tego, że naprawdę od bardzo dawna już jestem singielką, ale nie rozumiem takiego zachowania, tej nagłej potrzeby, by publicznie zamanifestować gorąc i intensywność swego uczucia. Przyglądając się temu, nie najlepszemu zresztą spektaklowi, miałam ochotę wykrzyknąć "wynajmijcie sobie pokój" albo "zatrzaśnijcie się w toalecie". Nie jestem osobą szczególnie wstydliwą, ale wydaje mi się, że we wszystkim, łączenie ze sposobem i intensywnością w okazywaniu sobie namiętności, powinno się znać umiar. Inna sprawa, gdyby rzeczona para była parą stomatologów. Można by wtedy uznać, że zrobili sobie przegląd kontrolny ("Kochanie, wyczułam dziurę w Twojej lewej górnej szóstce", "Kochanie, dolna prawa piątka nadaje się do kanałowego"...).
To jeden typ zachowania się par w towarzystwie. Inny zaobserwowała moja przyjaciółka na pewnym wyjeździe ze swoimi znajomymi. Opowiadała mi o pewnej parze, którą dotknął syndrom zdziecinnienia tudzież spieszczenia. W trakcie wspólnego posiłku nie tylko karmili się nawzajem, ale i podjadali sobie z talerzy. Do tego zwracali się do siebie zdrabniając i spieszczając wszystko, co się da... Oto przykład ich rozmowy:
-Dziubasku, zjesz może kanapeczkę z sereczkiem.
- Nie myszko, wolałbym z jajeczkiem.
- A wolałbyś herbatkę czy soczek.
- Żabko, a może kawusię?
- Rybko, rozboli cię brzuszek.
- Nie martw się koteczku, mam tableteczki.
- Jaki jesteś mądry misiaczku.
- A ty kochana małpeczko.
W tym momencie chcę wyrazić pełen podziw i uznanie dla mej przyjaciółki, że w takich warunkach i słuchając tego wszystkiego, zdołała nie tylko zjeść posiłek, ale i go nie zwymiotować. I tak w ogóle, to sam pomysł nazywania się kotkiem czy pieskiem wzbudza we mnie zdumienie ogromne ale i zniesmaczenie, no ale na szczęście nie muszę wszystkiego rozumieć.
Powiedzcie mi, jak to jest, że niektórym parom najzwyczajniej w świecie odbija w towarzystwie??? Panu dziękować, że wszyscy moi sparowani znajomi, są w tym względzie normalni i nikogo nie przytłaczają swą miłością i afektem, ale zdarzają się sytuacje, gdy trafia się na taką dwójkę i właściwie nie wiadomo jak się zachować. Udawać, że się niczego nie widzi, nie słyszy czy też zwracać uwagę? Co to za patologiczna potrzeba ekshibicjonizmu? Czy nie wystarcza samo trzymanie się za rękę, położenie głowy na ramieniu, jakieś subtelne gesty? Naprawdę trzeba publicznie wpychać sobie języki do buzi by pokazać... co? co? co? m2

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz