http://www.flickr.com/photos/breaux/439377496/
Co musi współczesna kobieta? Pomijając wszelkie bzdurne oczekiwania społeczeństwa, o których napisałyśmy w dekalogu, uważam, że takim najważniejszym obowiązkiem, jest bycie świadomą samej siebie. I nie mówię tu o wewnętrznym zen, równowadze życiowej itd. Chodzi mi o sprawę całkiem przyziemną, ale nie mniej istotną, czyli naszą urodę. Wszystkie wiemy, że koncerny kosmetyczne manipulują naszymi potrzebami itd., ale tak naprawdę i bez tego zamartwiałybyśmy się kolejnym pryszczem-niespodzianką, zmarszczką, której jeszcze wczoraj nie było czy pękającymi naczynkami. I bez reklam ganiałybyśmy do aptek czy drogerii po kolejne kremy, maseczki, podkłady itp. Pojawia się tylko problem następujący, jak zaradzić wszystkim problemom naraz? Jedno, co wiem na pewno, i jest to mądrość życiowa wyssana z mlekiem matki, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Zatem kupując krem z góry odrzucam ten z napisem "do każdego rodzaju cery". To jednak nie rozwiązuje problemu, tylko czyni go jeszcze większym. Dostałam swego czasu na urodziny zestaw kosmetyków. Były to specyfiki bardzo dobrej jakości i w ogóle, to cała aż się do nich uśmiechałam. W zestawie były trzy rodzaje kremów: matujący na dzień, nawilżający na noc i przeciwzmarszczkowy po 25 roku życia. No można się śmiać, ale jak już napisałam, kobieta współczesna jest świadoma, że póki NFZ nie będzie refundował botoksu, to ze zmarszczkami trza walczyć za młodu, a nie jak już jest za późno. Wracając do mojego problemu, okazało się, że 24-godzinna doba, jest dla mnie za krótka bym należycie dbała o swą cerę. Brakuje mi jeszcze 12 godzin, żebym mogła gdzieś w środek dnia wepchnąć jeszcze jeden krem... I ja wiem, ja wiem, na świecie jest głód, kryzys ekonomiczny, epidemia grypy, wojny, powodzie i trzęsienia ziemi. Ale tu gdzie jestem, tego nie ma, więc mając świadomość większych nieszczęść, chcę jakoś uporać się ze swoim. Dziewczyny, kobiety czy i Wy stojąc w sklepie przed półką sklepową przeżywacie rozterki egzystencjalne? Czytacie w nieskończoność opisy na etykietach i nie możecie zdecydować, co kupić, czy w ogóle nie kupić, a jeśli nie kupić, to co zrobić dalej...Ech, liczę na zrozumienie problemu i Wasze pomysły na jego rozwiązanie. m2

Czytałam ostatnio artukuł w "Twoim Stylu", że są teraz kremy, które można jeść:) taki back to roots..powrót do korzeni:) wszystko naturalne i smakowite:). Wracając do problemu stania przy półkach sklepowych z niezliczoną ilością kosmetyków, to oznajmiam, że ja też zawsze wystoje swoje:)M1
OdpowiedzUsuńMyślę, że ten post jest płytki i klasyfikuje bloga w dziale gazetek typu "Pani domu". Błagam Autorki o włożenie troszeczkę więcej wysiłku w prowadzenie owej stronki. Wznieśmy się na wyżyny. G...mnie obchodzi czy stosujemy kremy na noc, całodobowe czy nieścieralne półroczne. Nie bredźmy o rodzajach kup naszych dzieci, zmarszczkach mimicznych i o cellulicie na tyłku oraz co chowamy, a czego nie w naszych torebkach!
OdpowiedzUsuńdziękujemy za posta. każda opinia, nawet krytyczna jest mile widziana. w odpowiedzi napiszę, jako współautorka tego bloga, że nie mam zamiaru wznosić się na wyżyny. jeżeli ktoś tego potrzebuje, powinien kupić Tygodnik Powszechny. jak zauważyła M1 blog jest formą dość frywolną, więc będziemy pisać o tym, co nam w duszy gra (przepraszam za truizm). cóż, proszę mi wybaczyć, że nie myślę nieustannie o długu publicznym, dziejach II wojny światowej i filozofii Heidegerr'a. a zważywszy na inne komentarze pod naszymi "płytkimi" postami, nie my jedne chcemy rozmawiać o kremach i torebkach. o kupkach pisać na razie nie będziemy, bo i dzieci brak, ale o cellulicie pewnie coś tam wymyślimy. m2
OdpowiedzUsuńpodchwycenie ironii bywa czasem trudne:)Pozdrawiam zatem wszystkich nieukontentowanych..a Tych ukontentowanych pozdrawiam jeszcze mocniej:)M1
OdpowiedzUsuńNo ja raczej należę do nieukontentowanych....blog z serii feminizm? Nie-blog z serii "a miało być tak pięknie"... Kolejny dowód na to, że kobiety są takie same(stado samic)-wymuszone intelektualistki, które są w stanie myśleć tylko o swojej fizys oraz głębszej potrzebie (czyt.dzieci, mąż) i innych pierdołach:(
OdpowiedzUsuńZawiedziony
Drogi niezadowolony, wydana przez Ciebie opinia jest płytka, niesprawiedliwa i wynika z niezrozumienia tego, o czym tu piszemy. Przeczytałeś 1-2 posty i jako samiec alfa poczułeś się w obowiązku zwrócić uwagę nam-samicom, jakie to puste jesteśmy. Polecam lekturę słownika języka polskiego - patrz hasła ironia, sarkazm oraz jakiś przyspieszony kurs czytania ze zrozumieniem. m2
OdpowiedzUsuń"wszystkie kobiety są takie same"-przyznam Drogi Mężczyzno, że to pachnie uczuciowym dołem, zawodem miłosnym, w stylu one są "be" a my, to jesteśmy "cacy"...Wrzucanie nas, jak sam określiłeś samic, do jednego wora jest tylko stereotypowym podejściem. Współczuję zatem owego poglądu. Pozdrawiam M1 taka jak inne:)
OdpowiedzUsuńDroga intelektualistko, zapewne nauczycielko (może języka polskiego), tak się składa, że przeczytałem wszystkie posty, a blog zapowiadał się dość obiecująco, no a wyszło jak wyszło. Moje komentarze miały być z założenia konstruktywne, więc proszę tutaj nie sikać jadem i nie robić obrażonej miny. Nie możesz oceniać czy moje oceny są sprawiedliwe czy nie - mam prawo wyrażać swoje własne zdanie bez względu na Twoje humory. Jeśli jesteś z tego faktu niezadowolona to zmień napis nad ramką z "prześlij komentarz" na "prześlij pochlebstwo".
OdpowiedzUsuńDroga M1, postrzeganie niepochlebnych komentarzy wystawianych przez mężczyzn jako domniemanego zawodu miłosnego to również wrzucanie nas facetów do jednego wora (uważam, że nie jesteście aż tak doświadczone jak to podkreślałyście w prologu, bo zapewne jeszcze młode z Was Osóbki). Ja na nikim się nie odgrywam, tylko stwierdzam fakt - kobiety są tak samo skonstruowane. Zachowajcie więc proszę twarz i nie obrażajcie się z powodu nieprzychylnych uwag. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuń1. Żadna ze mnie intelektualistka i bynajmniej nie mam zamiaru na taką pozować.
OdpowiedzUsuń2. nie oczekuje pochlebstw, ale skoro się mnie i to, co piszę krytykuje, mogę na to odpowiedzieć, bo w końcu to mój blog (przynajmniej w 1/3)
3. to czym i jak sikam jest sprawą wyłącznie moją, ewentualnie mego lekarza.
4. blog się dalej tworzy. jeśli Twoim zdaniem, zaliczyłyśmy spadek formy itp., prosimy o lekturę postów, które w przyszłości umieścimy i kolejne opinie prosto z serca. może którymś z nich uda nam się Ciebie zadowolić.
5. z poważaniem m2
Drogi, ja bynajmniej nie jestem obrażona z powodu nieprzychylnych uwag. Masz prawo pisać, co chcesz, co myślisz, ale to działa w obie strony. Jestem na swoim blogu i mogę tu robić, to na co tylko mam ochotę:). Powiedz mi proszę skoro Twoim zdaniem wszystkie kobiety są takie same, to znalezienie kogoś do wspólnego życia, bycia i egzystowania jest chyba niemożliwe? A tak btw. zapraszam na blog kominek.in - bardzo męski w swym założeniu. Ps. kocham młodość którą dysponuję, póki co w nadmiarze:)
OdpowiedzUsuńM1
OdpowiedzUsuńHehehe - ciekawe czy w realu też taka zadziorna jesteś? Zatem czekam na tworzenie się bloga:) A morał z tego taki (po przeczytaniu kilkudziesięciu różnych blogów), że ludzie nie potrafią przyjmować krytyki, no ale jeszcze wszystko przed Drogimi Autorkami i Autorem. Z poważaniem - Wierny Czytelnik:)
OdpowiedzUsuńDroga Jedyneczko, znalezienie, jak to określiłaś, "kogoś do wspólnego życia, bycia i egzystowania" wbrew pozorom nie jest numerem jeden na tym łez padole. Zdarzają się wyjątki od reguły (mam na myśli kobiety), ale to niestety bardzo rzadko (w Noc Świętojańską najczęściej:) ). Szukałem w kobiecym blogu właśnie czegoś takiego mądrego, no ale to Wasze Zoo i Wasze Małpy.
OdpowiedzUsuńDrogi, ależ ja nie stwierdziłam, że znalezienie kogoś jest numerem jeden, ja tylko zapytałam, czy jest to możliwe, żeby z takim podejściem jak Twoje, kogoś znaleźć:) Piszesz, że są wyjątki...ufff. Słyszałeś jak kamień spadł mi z serca?:) Szukajcie a znajdziecie(oczywiście jak już wszystkie wcześniejsze numery, na tym łez padole, zostaną odhaczone:) Pozdrawiam z Naszego Zoo M1
OdpowiedzUsuńJedyneczko!Słyszałem, aż echo odbiło się o moje membrany. Moja wspaniała Kobieta jest takowym Wyjątkiem i nie szukałem, a znalazłem:)Pozdrawiam Małpy:)
OdpowiedzUsuńRzadko co nami nie manipuluje a już telewizja najbardziej, bo czyż jako społeczeństwo (nie generalizując), nie jesteśmy podatni na wpływ obrazków prezentowanych na wizji, założę się że ok 75-80 % z nas jest wzrokowcami, czyż nie przyciąga nas fajne opakowanie?, powiadam owszem TAK. Pozdro dla M1 :), czasem jak widać czyję waszego bloga, i nie często komentuję, chyba, że mnie najdzie, tak jak w tym przypadku :D
OdpowiedzUsuńa ja ostatnio stałam się odporna na opakowania:) i te wszystkie kolorowe mamiące z ekranu reklamy jak to zrobiłam? otóż na własnej skórze przekonałam się że( uwaga będzie nudno): maść z witaminą e za 3 zł z apteki działa na moją skórę lepiej niż kremy Vichy, że nafta kosmetyczna plus miód i żółtka odżywia moje zniszczone włosy lepiej niż niejedna reklamowana przez modelki maseczka itp. Niech inni się bawią w sztuczność ja mówię pas M1
OdpowiedzUsuń