http://www.flickr.com/photos/rachelsian/274158994/
Są trzy rzeczy, który nie cierpię najbardziej: wszelakich uprzedzeń (szowinizmu, rasizmu, antysemityzmu itd.), protekcjonalności i snobizmu intelektualnego. Napiszę dziś słów parę o tym trzecim. By najlepiej zobrazować mój punkt widzenia, przytoczę pewną historię. Wydarzyło się to parę lat temu, gdy byłam jeszcze piękną i młodą studentką. Na V roku uczęszczałam na zajęcia na inny wydział, by zdobyć potrzebne mi punkty. Chodziłam tam razem z moim serdecznymi przyjaciółkami, a że wykładów było już mało, a do tego każda dorywczo pracowała, właściwie tylko wtedy się spotykałyśmy. Każde nasze powitanie było entuzjastyczne i polegało na obopólnym komentowaniu elementów stroju, torebek, biżuterii... Do tego rozmawiałyśmy o zakupach, co musimy kupić, na co nas nie stać itd. Oczywiście, z boku wyglądało to tak, że do dopełnienia naszego wizerunku brakowało nam tylko tlenionych blond włosów, tipsów na długość łokci i różowych sweterków... Ci wszyscy ludzie, którzy poza nami chodzili na te zajęcia, od razu nas zaszufladkowali jako głupie, puste, płytkie niunie, które jakimś cudem studiują na państwowej uczelni i to na studiach dziennych. Była tam jedna doktorantka. Tytułowałyśmy ją pierwszą intelektualistką RP, bo zawsze wszystko wiedziała, wszystko musiała skomentować, na każdy temat miała jakiś wniosek lub anegdotkę do opowiedzenia. I kiedyś, na jednych zajęciach, prowadzący mówi, że gwiazda Dawida stała się symbolem narodowym dopiero pod koniec XIX, na co rzeczona doktorantka uczenie pyta, czy w napisanym w 1914 r. "Dybuku" jest ona anachronizmem... I tylko my, cztery głupie, płytkie panienki parsknęłyśmy pod nosem na niedorzeczność tego pytania, bo cała "przeintelektualizowana" gromada zaczęła dyskutować, dopóki ich prowadzący z błędu nie wyprowadził. I powiem teraz bardzo dosadnie: w dupie mam taka (pseudo)inteligencję, tudzież intelektualizm za 3 gr. Nie cierpię, nie znoszę udawania mądrzejszego niż się jest, zatruwania przy tym życia innym i opowiadania, że wieczorami do poduszki czyta się papieskie encykliki, do kina się nie chodzi, bo tam sama komercja, a tv się nie ogląda, bo to odmóżdża.
Jeżeli chodzi o czytanie, to nigdy nie liczyłam, ale podejrzewam, że każdego roku wyrabiam średnią krajową i za siebie i co najmniej za pięciu innych Polaków. Z tym, że przeczytam i Dostojewskiego czy Marqueza, ale dla odprężenia czy relaksu nie pogardzę i dobrym kryminałem, a nawet romansem. Ba, co miesiąc kupuję "|Avanti" i oglądam je od deski do deski! Uwielbiam chodzić do teatru czy oglądać kino niezależne, ale jak tylko mogę włączam TVP1 o 16 i zerkam, co tam słychać w "Modzie na sukces", bo mnie to niepomiernie śmieszy i bawi, a od czasu do czasu, dla poprawy humoru włączam sobie "Króla lwa", na którym, notabene, zawsze się wzruszam. W moim mp3 znajdziecie obok muzyki z "Jeziora łabędziego" czy "Romea i Julii" Prokofieva także Eminema, Ewelinę Flintę, a także ze dwie piosenki Britney Spears. Jeżeli to wszystko dyskwalifikuje mnie jako intelektualistkę, do miana której, wcale nie pretenduję, to ani sobie głowy popiołem posypywać nie będę, ani tym bardziej włosów z niej wyrywać.
Mam głębokie przekonanie, że z moim systemem wartości jest wszystko w jak najlepszym porządku i że, np w razie pożaru będę przede wszystkim ratować swoich rodziców i psa, a nie torebki i zawartość moich kosmetyczek. Nie znaczy to jednak, że nie mogę o nich pisać, dyskutować, rozmawiać, próbować dociekać czy inne kobiety maja podobne, oczywiście przyziemne, dylematy... Nie będę udawała mądrzejszej niż jestem, ani też próbowała na siłę przekonywać, że choć codziennie mam problem w co się ubrać, to w gruncie rzeczy leży mi na sercu wzrost gospodarczy, wyjaśnienie przyczyn wszystkich katastrof tego kraju czy koniec światowego kryzysu gospodarczego...
Oto więc obnażyłam się emocjonalno-intelektualnie przed Wami drodzy czytelnicy... Liczę, że przyjmiecie mnie taką właśnie z całym dobrodziejstwem inwentarza i nadal będziecie czytać i komentować moje mniej lub bardziej płytkie posty... m2

By dopełnić wizerunek prawie tlenionych blondynek dodam, że na tych pamiętnych zajęciach nie uszły naszej uwadze siwe włosy i prawie zakonne stroje tamtej doktorantki. Jak by tego było mało- ponieważ jestem na zwolnieniu i mam czas-oglądałam dziś modę na sukces. Taka jestem? Tak, taka jestem. To kawałek prawdy o mnie, równie ważny co lista przeczytanych książek, poglądy religijne, polityczne i to wszystkiego, co mnie określa. Nie będę się rozpisywać, powiem tylko, że snobizm szkodzi snobowi, który nie może przez niego swobodnie pogawędzić o ostatniej piosence Lady Gagi czy najmodniejszym kolorze sezonu. Tego nie zazdroszczę.
OdpowiedzUsuńDobrze gada, dać jej wódki!!! W jednej z legendarnych już toalet na polonistyce widniał (i pewnie widnieje do dziś) napis: "Nienawidzę (tu nazwisko pewnej doktorantki) za bezczelne uzurpowanie sobie prawa do miana intelektualistki..." Przyznać się, kto go tam wysmarował:)))PS Kupiłam dziś kolejny numer Avanti:)
OdpowiedzUsuńDroga Dwójeczko! W tym poście pijesz ewidentnie do mnie, do Wiernego Czytelnika. Przyjmuję Cię zatem z całym dobrodziejstwem inwentarza i jestem z tego faktu bardzo zadowolony:) pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńDrogi Wierny Czytelniku, nie przeczę, że dałeś mi impuls do napisania tego posta, jednak zmierzyłam się w nim przy okazji z kilkoma duchami z przeszłości... liczę jednak na dalszą stymulację twórczą:) m2
OdpowiedzUsuńps. nienawidzę zdrobnień;p
Droga Dwójko! Od dzisiaj nie zdrabniam:) postaram się symulować...o przepraszam, stymulować:)WC:)
OdpowiedzUsuńTak się zastanawiam nad celem tego artykułu. Może zaliczam się do tych mniej inteligentnych ale przecież wiadomo, że nie wszystkim spodoba się nasz styl bycia, ciuchy jakie nosimy czy jakiej słuchamy muzyki. Ważne raczej żeby akceptować siebie i być fair wobec innych. Zawsze trafimy na tych co nas polubią oraz na tych co nas będą szufladkować. :) Pozdro!
OdpowiedzUsuń