poniedziałek, 10 stycznia 2011

feminizm

                                                        http://www.flickr.com/photos/powi/519822065/

Nasz blog z założenia miał być feministyczny lub też choć pseudo-feministyczny. Wskazane byłoby zatem, gdyby każde z nas ukuło swą własną definicję tego pojęcia. Ciekawe czyja zdobędzie większe uznanie??? Przegrany stawia piwo, dwa piwa, a może i coś więcej...;)

m2: feminizm to
-nie niszczenie czy oprotestowywanie bielizny
- nie ostentacyjne manifestowanie nienawiści do mężczyzn graniczące wręcz z chęcią kastracji ( a to pod hasłem: łap sekator kto może i tnij!!!)
- nie walka o prawa kobiet i ich uświadamianie za wszelką cenę (jak to robiła pewna "feministka", która na moich oczach innej kobiecie życzyła molestowania w pracy, by ta się przekonała, że takowe istnieje)
- nie wpajanie i wmuszanie na siłę wzorca nas kobiet jako samowystarczalnych, co to za młot pneumatyczny chwycą i jezdnię naprawią (choć gwóźdź sama do ściany wbić umiem i wiem, gdzie są w domu korki)
- to, moim zdaniem, rodzaj świadomości i samoświadomość, pewna, trudna do sprecyzowania, wrażliwość na dyskryminację i niesprawiedliwość, a zarazem otwartość na każdego człowieka, bez względu na płeć. amen

5 komentarzy:

  1. a dla mnie termin "feminizm" jest:

    a. nie do końca pozytywny, mimo iż jestem kobietą, zwolenniczką równouprawnienia, przeciwniczką dyskryminacji, osobą znającą przeznaczenie młotka, co więcej- używająca go bez konieczności sięgania do wikipedii, etc.

    b. jest w pewnym sensie anachronizmem, odwołuje się do zamierzchłych czasów, kiedy to kobietom nie wolno było przekroczyć progu uczelni, a marzenia o karierze zawodowej i niezależności finansowej karane były społecznym wykluczeniem.

    Wiem, że przeznaczenie bloga jest inne, ale może pokuśmy się o zdefiniowanie kobiecości? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Feminizm w zasadzie kojarzy mi się z walką o równouprawnienie kobiet. Równouprawnienie to nie jest z zasady: walka z facetami, palenie staników, czy pokazywanie na siłę-ja kobieta mogę wszystko to co facet. Otóż nie mogę! Nie dam rady pracować w kopalni ani- wybaczcie- sikać na stojąco. I wcale nie chcę! Ja mogę rodzić dzieci, cieszyć się swoim biustem, nosić spódniczki i uwielbiać swojego Jedynego! A wszystko to- dlatego, że chcę. Dla mnie feminizm to walka o równouprawnienie płci rozumiana jako codzienne postepowanie w taki sposób, by respektować różnice między nami i mężczyznami ( ba- nawet cieszyć się nimi), a jednocześnie dawać obu stronom te same prawa do pracy, płaczu, kariery, macierzyńskiego, tacierzyńskiego, zainteresowań, poglądów, edukacji i czego tam jeszcze chcemy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z mojego punktu widzenia feminizm dzisiaj to świadomość siły jaka tkwi w kobietach i docenianie owej siły. To nie próba udowodnienia, że jesteśmy lepsze od facetów, ale podkreślenie, że stanowimy jego idealne dopełnienie i vice versa - jak jin i jang.

    OdpowiedzUsuń
  4. Drogi Anonimie!!! Zgodnie z sugestią już niedługo pojawi się nasza definicja kobiecości... Natomiast nie zgadzam się z uznaniem feminizmu za anachronizm. Jasne, nie musimy już walczyć o prawa wyborcze, zgodę na to, byśmy mogły studiować itd. Ale dopóki w trakcie rozmów o pracę to tylko kobiety będą pytane o plany macierzyńskie, ich szanse na zatrudnienie będę mniejsze od szans mężczyzny o tych samych kwalifikacjach, a pensje kobiet będą zdecydowanie mniejsze, feminizm nie będzie anachronizmem. Pozdrawiam m2

    OdpowiedzUsuń
  5. jeśli można to ja znalazłam literówkę :P
    zamiast ze powinno być za to ten fragment tekstu: "nie walka o prawa kobiet i ich uświadamianie ze wszelką cenę (jak to robiła pewna "feministka", która na moich oczach innej kobiecie życzyła molestowania w pracy, by ta się przekonała, że takowe istnieje)

    OdpowiedzUsuń